Nowość z księgarskich półek

Ze ściśniętym gardłem – „Fałszerze pieprzu. Historia rodzinna”

Kiedy czytałam książkę Moniki Sznajderman Fałszerze pieprzu. Historia rodzinna miałam ściśnięte gardło – smutek, przerażenie, podziw były uczuciami towarzyszącymi mi do samego końca. Są dwie przyczyny tego stanu: świetny tekst autorki, brawurowo oscylującej między esejem a książką wspomnieniową, ale też moje doświadczenie pracy w szkole, rozmów z uczniami i ich wypowiedzi.

Coraz częściej zdarza mi się słyszeć na zajęciach, że swastyka to symbol szczęścia, Hitler był dobrym dowódcą i nie wiedział o istnieniu obozów zagłady, dowcipy na temat krematoriów i przydatności obozu w Auschwitz w procesie przyjmowania uchodźców. Skąd się to bierze? Ten uśmiech zadowolenia na twarzy wypowiadających te zdania młodych ludzi, pogarda dla Żydów, którzy się przecież (!) nie bronili? Staram się nie okazywać bezradności, pokazywać, tłumaczyć, wyjaśniać. Może jednak nie powinnam się dziwić, wszak moja zwierzchniczka, Minister Edukacji Narodowej, kluczy w sprawie zbrodni w Jedwabnem, a uczniowie kwestionujący badania historyków to tylko kilkunastolatkowie, na szczęście jeszcze nie stanowią większości. Mogę też powiedzieć, że oni zbyt mało wiedzą. Wychowywani w świecie, gdzie liczą się sukces i pieniądze, przyjemności i samorealizacja, byli przez dorosłych chronieni przed tym, co nie jest łatwe i przyjemne. Sznajderman, pisząc o zapominaniu, cytuje Yosefa Hayima Yerushalamiego: „To, co nazywamy zapominaniem pojawia się wówczas, gdy grupa ludzi zaniedba (…) przekazanie następnym pokoleniom tego, co sama wie o przeszłości.” Myślę, że Fałszerzy pieprzu można uczynić wstępem do opowieści o „nieludzkich czasach”, pokazać  je w perspektywie: „Ludzi bez historii”, „zwykłych ludzi żyjących w niezwykłych czasach”, ludzi, których historia „nie zapamiętała w żaden szczególny sposób.”

Po lekturze książki pozostaje w mej pamięci potok osób – zarówno przodków ze strony ojca autorki, pochodzącego z rodziny żydowskiej i ze strony matki, wywodzącej się z ziemiaństwa. Punktem wyjścia do wspomnień są zdjęcia –  Sznajderman uważnie przygląda się fotografiom, odtwarza tożsamości, relacje, cechy uwiecznionych na nich ludzi. Oglądamy dzięki niej świat, którego już nie ma. To określenie dotyczy przede wszystkim członków jej żydowskiej rodziny. Z Holocaustu ocalał jedynie jej ojciec – matka zginęła na Wschodzie, jego ojciec i brat zostali wywiezieni z Umschlagplatzu. Jemu się udało, miał szczęście – choć jakże gorzko brzmi ten rzeczownik w odniesieniu do losów Marka Sznajdermana. Jednak on nie opowiada o swoich doświadczeniach córce, uparcie milczy. Dlatego ona zgodnie z najważniejszymi nakazami świętych ksiąg, postanawia dociec, wyjaśnić i zapamiętać. Odtworzenie losów żydowskich przodków pokazuje nam niewysławialność przeżyć, jakie przyniosła Żydom pierwsza połowa dwudziestego wieku, trudność w pojmowaniu doświadczenia tych, którzy przetrwali polowanie na ich życie, które rozpoczęto tylko dlatego, że urodzili się jako członkowie znienawidzonego narodu. Dlatego też tak przejmujący jest obraz domu dziecka dla ocalałych dzieci, zestawienia ich wojennych doświadczeń z funkcjonowaniem w Zatrzebiu. Bo jak pięknie pisze Sznajderman: „Jak już nikt nie żył, trzeba było zacząć życie od nowa.”

Jest w Fałszerzach pieprzu też druga część rodziny – polscy ziemianie, sympatyzujący z partiami prawicowymi, niejednokrotnie ślepi na los żydowskich sąsiadów. Niedawno pisałam na blogu o Królu Szczepana Twardocha, wspominam o jego książce teraz, bo powieść koresponduje ze spostrzeżeniami Sznajderman. Twardoch pokazuje w swej powieści, że Żydzi i Polacy żyli niby razem w przedwojennej Rzeczypospolitej, jednak funkcjonowali w izolacji, przełamywanej od czasu do czasu z powodu partykularnych interesów.  Autorka Fałszerzy pieprzu pokazuje, jak  wygląda funkcjonowanie mieszkańców polskich dworków od września 1939 roku – na ile w zapomnienie odchodzą dawne obyczaje, a na ile mamy wrażenie, że „Nawłoć” nie poddaje się działaniu czasu i naciskowi historii. Sznajderman, wyjaśniając motywację do opowiedzenia swej historii, wskazuje na swoje istnienie – w nim jednoczą się losy dwóch narodów. Dlatego właśnie ona może pozwolić sobie na pełną niezrozumienia i żalu refleksję: „Tylko dlaczego nie mogę przestać myśleć o nas jedzących w 1941 roku wystawny obiad i o nas głodujących w getcie? o nas grających w brydża i o nas żebrzących o kawałek chleba? O nas kibicujących na wyścigach i o nas oglądających śmierć? O nas planujących odbudowę Muranowa w państwie nareszcie wolnym od Żydów i o nas  ulicami Muranowa idących na Umschlagplatz? O nas pozujących malarzowi w upalne letnie popołudnie i o nas pod tym samym słońcem konających z pragnienia w bydlęcych wagonach lub zabijanych strzałem w głowę na dziedzińcu zamku?”

Fałszerze pieprzu to kolejna odsłona opowieści o skomplikowaniu polskich losów, niejednoznaczności zachowań i motywacji, ulotności świata, który wydaje się nam tak trwały. Unikatowość losów Marka Sznajdermana zostaje wpisana w kontekst opowieści innych o zagładzie, odwadze i sile przetrwania. Autorka oddaje głos pisarzom, filozofom, zwyczajnym ludziom. Daje świadectwo życia swojego „najlepszego, najdzielniejszego na świecie ojca”, po prostu.

You Might Also Like