Nowość z księgarskich półek

Wyposażenie codzienności według Natalii Fiedorczuk („Jak pokochać centra handlowe”)

Natalia Fiedorczuk za książkę sytuującą się, jak sama pisze, na pograniczu prozy i reportażu otrzymała tegoroczny Paszport „Polityki”. Nieufność wobec nagród jest rzeczą wskazaną, jednak w przypadku tej książki można ją bez obaw porzucić. To hipnotyczna opowieść o młodej kobiecie, dla której doświadczenie macierzyństwa jest odkrywaniem nowych przestrzeni egzystencjalnych. Wydaje się, że to już było – mamy przecież książki, gdyby wspomnieć te niedawno publikowane, Anny Nasiłowskiej czy Justyny Bargielskiej, które podejmują temat macierzyństwa, fizyczności, narodzin i umierania. Jednak Fiedorczuk udaje się pokazać swoje doświadczenie bez wpisywania go w kontekst archetypów czy poetyckich tropów, niestety, jedynym wobec czego można jest umiejscowić jest „skrzecząca rzeczywistość” codzienności, fundowana nam przez przesiąknięty mitami konsumpcjonistycznymi świat, w jakim żyjemy.

Macierzyństwo staje się dla narratorki książki doświadczeniem, które istnieje wyłącznie w interakcji. Interakcji pojmowanej różnorodnie, bo oprócz dziecka, które staje się najbardziej absorbującą istotą, pojawiają się jeszcze inni ludzie – ich oczekiwania i sugestie. Trzeba jeszcze odnieść się w jakiś sposób do wszystkiego tego, co fundują nam popkultura i media karmiące rodziców wizją idealnie urządzonych pokoików dziecięcych i pięknych matek, które na pewno nie marzą jak bohaterka Fiedorczuk o tym, aby mieć czapkę przykrywającą całe ciało. Fizyczność jest „rozgrywana” w tej książce na różne sposoby, nie tylko związane z przemianą ciała związaną z ciążą. Cierpienie w czasie porodu staje się dla autorki impulsem do rozmyślań o tym, jak w naszej kulturze naznaczonej przez chrześcijaństwo, stajemy się nieczuli na ból innych. On przecież uszlachetnia, jest ważnym doświadczeniem kształtującym. Fiedorczuk kwestionuje te mity, pokazując jak cierpienie staje się drogą do doświadczenia z jednej strony niewyrażalnego, z drugiej jednak w obrębie instytucji, jaką jest służba zdrowia, cierpienie stanowi przestrzeń manifestowania władzy i pogardy mieszających się z bezdusznością.

Cielesność zyskuje nową odsłonę w związku z kulturowym motywem nakładania maski. We współczesnym świecie jedyną dostępną maską są dla nas ubrania. Fiedorczuk pokazuje, jak przebieralnia w sklepie odzieżowym może stać się miejscem kreacji, ukrywaniem własnego ja, budowaniem skomplikowanych konstrukcji nieszczerości. Wszak, jak mówi narratorka, jesteśmy jedynie „wyposażeniem codzienności”, podobnie do sprzętów, które nas otaczają. Oprócz ubrań maskujących niedoskonałości figury matki mają też fora dla rodziców – tak mogą snuć swoją opowieść o doskonałym życiu, ale przede wszystkim podejmować szeroko zakrojoną akcję resocjalizacyjną rodziców, którzy nie dorastają do wpisanych w kulturę oczekiwań: są nie dość cierpliwi bądź zbyt mało zdystansowani, zbyt kategoryczni albo stosujący bezstresowe wychowanie. Fiedorczuk tworzy nawet  groteskowo zarysowaną Obywatelską Straż Rodzicielską – jej członkowie rekrutują się spośród rodziców, ich rola polega na kontroli zachowań dorosłych wobec dzieci, przede wszystkim donoszenia na temat wszelkich wychowawczych uchybień. Świat, w którym żyjemy, wymaga przecież od nas byśmy ciągle się rozwijali, zdobywali nowe umiejętności. Gdy praca, gdzie możemy dowodzić swej użyteczności, zostaje porzucona na rzecz rodzicielstwa, szukamy innych „projektów”, które można zrealizować. Wtedy możemy kształtować idealne dzieci, sami stając się idealnymi rodzicami. Fiedorczuk pokazuje, jak wszystkie obrazy dotyczące rodzicielstwa, kolonizujące naszą wyobraźnię przez lata, mogą odebrać nam poczucie panowania nad własnym życiem.

Tytułowe  centra mają dla mnie dwa znaczenia. Pierwsze wiążące się dosłownie z tytułem – centra handlowe jako nowe miejsce funkcjonowania, przestrzeń  symulowanego spotkania z innymi, realizowania oczekiwań, jakie stawia przed nami szeroko pojmowana kultura.  Z drugiej strony rzeczownik centrum to po prostu synonim środka – pisarka wrzuca mnie dzięki swej opowieści w sam środek rollercaostera, jakim jest macierzyństwo. Fiedorczuk nie daje łatwych pocieszeń, nie można „dać się szybko naprawić w warsztacie samochodowym dla zepsutych kobiet”. Tym bardziej niepokojące jest scena zamykająca powieść: z jednej strony zaakcentowana zostaje w niej zmienność perspektywy uczestnika i opowiadającego, ale przede wszystkim ważne jest dla mnie zwerbalizowane nieśmiało, w segmencie wypowiedzi wprowadzonym w nawiasy, marzenie o tym, jak będzie wyglądać życie, gdy porzuci się swoje dzieci w centrum handlowym…

 

 

You Might Also Like