varia

Wstrząsająca „Książka kostnicy” Piotra Macierzyńskiego

Nie wiem, czy taką książkę można zrecenzować. Po jej lekturze napisałam do znajomej, która mi ją poleciła, taką wiadomość: „Chwyta nie tylko za gardło, chwyta za całe ciało.”

Od 2015 roku w dyskursie publicznym wracają frazy, które znamy z lat trzydziestych w Europie czy z końca XX wieku (jeśli wspomnieć np. Rwandę), o nosicielach pasożytów, różnych chorób, obcym kulturowo elemencie itd. Gdy w Polsce toczyła się dyskusja o przyjmowaniu uchodźców, można było przeczytać na różnych portalach, że przyjmiemy ich, bo mamy przygotowaną infrastrukturę w Oświęcimiu. Tym bardziej ten tomik wydaje się istotny, zresztą Piotr Śliwiński na okładce książki pisze: „Z wierszy Piotra Macierzyńskiego, surowych, sprawozdawczych, dotkliwych, wyłania się zło, którego nie udało się ani opisać, ani ukarać. Ono nie odeszło, nie musi wracać. Jest tutaj, rozejrzyj się, spójrz w lustro.”

Nie lubię pisania o poezji na moim blogu, rozwadniania w komentarzu tego, co dane jest przez poetów w wycyzelowanym języku. Dlatego, tak jak zawsze wybieram jeden tekst, mając nadzieję, że to będzie dla Państwa początek spotkań z tą poezją:

„Lektion eins”

                                                               […] z niejaką dumą opowiadam znajomym, że widziałem pewnego dnia
                                                              dwadzieścia osiem tysięcy nagich kobiet, a w ciągu roku grubo ponad milion
                                                             ludzi różnej płci i wieku – idących do gazu […]
                                                             Tadeusz Borowski, „Mieszczański wieczór”

byłem w obozie koncentracyjnym

ale to się nie liczy

bo zapłaciłem za bilet banknotem

a nie zdrowiem lub życiem

nie znam smrodu palonych ciał

jedynie tanią wodę kolońską

którą skropił się pan z naszej wycieczki

w cenie nie było nawet jednego uderzenia

jak zrozumieć Holokaust

wychodząc bez szwanku

z miejsca kaźni

niczego mi nie zabrano

nie musiałem wynosić trupów

i nie miałem dezynterii

nawet rozwolnienia

z którym nie wolno się zdradzić podczas marszu

do morderczej pracy

pod Ścianą Straceń stali akurat Węgrzy

ale uśmiechnięci

robili zdjęcia

 

mogłem w każdej chwili wyjść

nawet nie powąchawszy komory

 

towarzyszyła mi ukochana

której nikt nie obciął włosów

nie widzieliśmy nagich kobiet prowadzonych do gazu

nawet raz nie ugryzła nas wesz

po dniu w obozie

nie tylko dlatego że to łatwiejsze

starałem się być ofiarą

 

bez Auschwitz niewiele o sobie wiemy

 

You Might Also Like