Z biblioteki

„Wróżba” Agnety Pleijel – piekło dorastania

„Wróżba” Agnety Pleijel wyszła w 2016 roku w Karakterze, który swe książki wydaje pod świetnym hasłem: „Wydajemy, co nam się podoba.” Trudno powiedzieć o tej wspomnieniowej powieści, że „podoba się”, raczej porusza, przeraża i zachwyca. Pleijel wykorzystuje znaną w literaturze i kulturze sytuację narracyjną – po śmierci rodziców odnalezione zostają listy, narratorka jako osoba dorosła wraca do przeszłości, choć jak zauważa w książce Pleijel – „pamięć to oszust.” To z jednej strony historia rodzinna, równoprawnymi bohaterami książki stają się rodzice autorki, jednak przede wszystkim jest to opowieść o piekle dorastania.

Wydaje się, że mamy w tej powieści wszystkie typowe dla tego typu literatury elementy: poczucie odrzucenia, strachu, osamotnienia, przytłoczenie sytuacją rodzinną i „bycie zaatakowanym przez ciało”. Jednak siła tej historii polega na dwóch zabiegach formalnych, świetnie zakotwiczonych w sytuacji egzystencjalnej narratorki. Kobieta wraca do swego dzieciństwa i młodości, robi to jako osoba dojrzała. Tu pojawia się problem tożsamościowy – czy nastoletnia Agneta to ta sama osoba, która po latach wspomina swą przeszłość. Autorka zdaje się balansować na cienkiej granicy: niekiedy używa form pierwszej osoby, innym razem decyduje się, by pisać o dziewczynie w trzeciej osobie. Niby jest tą samą osobą, ale wydaje się, że na kartach książki rozszczepia się na dwie powieściowe postaci.

Nie dostrzegam w tej powieści, by jej podstawowym tematem było dzieciństwo w latach 40. i 50. w Szwecji, „zimny chów”, pruderia, strach przed brakiem akceptacji wydają się typowe dla dojrzewania, nie tylko ograniczonego to tego przedziału czasowego. Pleijel pokazuje według mnie dorastanie jako rollercoaster, akcentując przede wszystkim to, co dzieje się w rodzinie bohaterki. Jej ojciec jest profesorem matematyki, jego zawód powoduje, że często on, jego żona i trzy córki zmieniają miejsca zamieszkania. To nie sprzyja poczuciu bezpieczeństwa i stabilizacji. Dziewczynka nie czerpie również siły z domu: neurotyczna matka i milczący ojciec pielęgnujący między sobą różnorakie konflikty sprawiają, że jedyną postacią, jaka daje Agnecie ukojenie, jest ciotka Ricki. To jedyna osoba, która odważyła się mieć własne zdanie, podejmować niezależne decyzje. Nie bać się życia – to wydaje się podstawowy postulat młodej dziewczyny, dla której strach jest wiernym towarzyszem. Tak bardzo boi się zachwiania równowagi w domu, emocjonalnej reakcji matki, że postanawia, iż zostanie papierową lalką, która można dowolnie zmieniać ubrania – ona analogicznie powie wszystko, czego będą potrzebowali otaczający ją ludzie. Ucieka od tego wszystkiego w literaturę, obudowuje siebie „warstewką lodu”, jak pisze, musi trwać w tym stanie dopóty, „dopóki nie sprawi sobie skóry odpowiednio mocnej, by ją trzymała w kupie.”

Drugim z zabiegów formalnych, decydującym o niezwykłości tej opowieści, jest konstrukcja zdań. Pisarka nie mnoży określeń, nie rozbudowuje fraz. Konstruuje swą opowieść krótkimi zdaniami, które „przyszpilają” czytelnika, nie pozwalając mu na domysły, że być może opisana rzeczywistość nie jest tak przejmująca, jaką się wydaje. Pleijel opisuje tak  zarówno doświadczenia strachu i śmierci jak i radości. To dla mnie mistrzyni wydestylowanej formy, którą uwodzi, jak w tym fragmencie: „Podwozi ją do domu na rowerze. Ona siedzi na bagażniku, przytulona do jego pleców. Jego mięśnie poruszają się w rytm pedałowania. Ptaki, teraz oszalałe. Z nieba: bujne światło.”

Autorka pokazuje również jak młodość wiąże się z poszukiwaniem tego, co niewyjaśniane. Racjonalnie przyglądający się rzeczywistości rodzice, pozbawieni sentymentów i rytuałów (przejmujący obraz pogrzebu babci, a właściwie zakopywania na cmentarzu urny z jej prochami) nie zaspokajają  duchowych potrzeb Agnety. Dziewczyna pyta o Boga, postanawia nawet przyjąć komunię, jednak jak się okazuje, w przestrzeni instytucji nie ma miejsca na wątpliwości, a to, co miało jej przynieść ukojenie, sprawia, że czuje „jakby miała zdartą skórę, jak gdy zdejmuje się plaster, a ten ciągnie za sobą skórę i zostawia otwartą ranę.”

Jest w tej powieści także rozbudowany wątek cielesności, poznawania swoich granic, podporządkowywania sobie ciała, które czasem „można wypożyczyć.” Smutek i ekscytacja walczą ze sobą, jednak to, co uświadamia  Pleijel to kwestia samotności – nasze ciała mogą spotykać się na pewien czas z innymi, jednak zawsze jesteśmy pojedynczy. Wszystko inne to ułuda.

You Might Also Like