Z biblioteki

Wizja przyszłości według Margaret Atwood

Nie jestem miłośniczką science fiction ani fantasy – lubię literaturę, która zakotwiczona jest w świecie znanym mi, rządzącym się zasadą prawdopodobieństwa. Tym bardziej z dużym niepokojem sięgałam po Rok potopu  Atwood, który w wielu recenzjach określany był jako science fiction czy utopia. Bardziej przekonuje mnie sugestia samej pisarki, mówiącej o swej powieści, że jest to tzw.fikcja spekulatywna, polegająca na kształtowaniu świata przedstawionego w oparciu o to, co znajduje już swe zalążki we współczesności, które w utworze mogą zostać doprowadzone do niebywałej, zaskakującej postaci.

Akcja powieści rozpoczyna się po zagładzie – świat został zniszczony przez bezwodny potop, czyli rozprzestrzeniające się wirusy i bakterie groźne dla organizmów zamieszkujących Ziemię. Kataklizm przetrwały dwie kobiety – Ren i Toby, które będą snuły opowieść o wydarzeniach poprzedzających zagładę. Śledzenie losów opowiadanych z zaburzeniem chronologii nie jest łatwe, jednak sposób opowiadania może być odzwierciedleniem stanu świadomości, fragmentaryczności, jaka rządzi naszym sposobem postrzegania rzeczywistości. Kobiety żyły w świecie kontrolowanym przez korporacje, pełnym przemocy, w którym człowieka traktowano jak jeden z trybików w maszynie do zarabiania pieniędzy. Agencje towarzyskie, firmy ochroniarskie, producenci suplementów, którzy zatruwają ludzi, fascynacja modyfikacjami genetycznymi i ucieczka przed starością to znaki rozpoznawcze powieściowego świata. W zdewastowanej rzeczywistości pojawia się sekta Bożych Ogrodników, do której będą należały przez pewien czas kobiety. Wegetarianie, odrzucający zdobycze cywilizacji, darzący szacunkiem każdy przejaw życia są rewersem wcześniej opisanego świata. Nie można jednak posądzić Atwood o naiwny ekologizm – niejednokrotnie ogrodnicy są krytycznie przerysowani, a ich krytyka scjentokracji może śmieszyć. Jednak warto pamiętać, że to oni przetrwają potop, którego nadejście będą wieszczyć, uważnie przyjrzawszy się temu, do czego może prowadzić nieograniczona eksploatacja zasobów na planecie.

Atwood trafnie diagnozuje rzeczywistość, w jakiej żyjemy, czyniąc z niej punkt wyjścia do stworzenia fantazyjnego świata. Ważne jest jednak, by odnaleźć w wykreowanej rzeczywistości to, co jeszcze może zostać zmienione, by ocalić świat. W powieści enklawą, w której następuje próba odradzania świata, w jakim można żyć, jest ogród na dachu budynku. Pisarka sugeruje tym samym, że warto wrócić do tego co fundamentalne, zarówno w sferze wartości jak i wyobrażeń, bo tak chyba można pojmować jej powrót do myślenia o ogrodzie jako modelu świata. To brzmi bardzo poważnie i górnolotnie, ale choć w literackiej formie, diagnoza ta zbieżna jest z wypowiedziami prognostów mówiących o kurczących się zasobach wody i pożywienia na zamieszkiwanej przez ludzi planecie.

You Might Also Like