varia

Warsztaty umierania i 20 kolorowych kartoników

„Na stole leży dwadzieścia kartoników. Pięć białych, pięć niebieskich, pięć czerwonych i pięć żółtych. Zastanów się, co jest dla ciebie naprawdę ważne. Teraz weź długopis.” – Tak zaczyna się jeden z rozdziałów książki Katarzyny Boni Ganbare! Warsztaty umierania, takie słowa padły również jako pierwsze na zajęciach, które przeprowadziłam z moimi uczniami. Efekty były zaskakujące, to przejmujące doświadczenie dotyczyło zarówno mnie jak i osób, które wypisywały na karteczkach najistotniejsze dla nich rzeczy, miejsca, czynności czy osoby…

Będę szczera – nie wymyśliłam tego sama. Na opis zajęć z wykorzystaniem fragmentu książki Katarzyny Boni Ganbare! Warsztaty umierania trafiłam na blogu Etyka i filozofia w szkole. Jego autorka zaadaptowała sytuację opisaną przez reporterkę na potrzeby zajęć w szkole podstawowej. Postanowiłam przeprowadzić taką lekcję (?) z młodymi ludźmi, z którymi spotykam się na etyce czy w klubie książki. Często dzielę się z nimi swoim czytelniczym doświadczeniem, oni opowiadają o tym, co czytają i oglądają. Wykorzystanie fragmentu książki reporterskiej zakładało dwa cele: pokazanie, że literatura może wywoływać w nas emocje, bo jest czymś istotnym w życiu, dotyka kwestii ważnych, a po drugie chodziło mi o zainspirowanie uczniów, by przyjrzeli się temu, jak hierarchizują to, co składa się na egzystencję.

Nie dokonywałam adaptacji ani parafraz. Czytałam głośno tekst znajdujący się w książce Boni, która opisuje warsztaty umierania, jakie w Jokohamie przeprowadza Tetsuya Urakami. O co chodzi w tym warsztacie? Jego uczestnicy zapisują dwadzieścia istotnych dla nich rzeczy, „dwadzieścia skarbów”, jak nazywa je mnich. Po ich rozpisaniu rozpoczyna się historia, która angażuje emocje uczestnika, bazuje na przeżywaniu i pewnie dlatego, bardzo często może wywoływać opór uczniów, przyzwyczajonych do faworyzowania tego, co rozumowe na zajęciach. Głównym bohaterem jest mężczyzna, który dowiaduje się, że zachorował na raka. Przechodzimy z nim (albo przechodzimy sami, jeśli uda nam się utożsamienie czy chociażby zbliżenie z postacią) kolejne etapy choroby: od diagnozy, przez kolejne etapy leczenia, nadzieje, lęki aż po śmierć. Zmieniają się miejsca: praca, dom, szpital; za oknem wiosna przeobraża się w lato, jesień, zimę. Ten upływ czasu zaznaczany przez zmianę pór roku pokazuje dwie rzeczy: z jednej strony przemijanie, ale też nieposkromioną żywotność świata, który jest bez względu na to, czy stanowimy jego część czy nie.

Zasady były następujące: rozpoczynamy wszyscy, jeśli ktoś zdecyduje, że chce przerwać ćwiczenie, może to zrobić, w grę wchodziło też opuszczenie sali. Kilku uczniów zrezygnowało, motywując to przede wszystkim swoimi doświadczeniami, inni,  już w swoich poćwiczeniowych refleksjach wskazywali na wiele elementów, które pozwalam sobie zebrać. Warto zwrócić uwagę na reakcje sygnalizowane przez ciało: ścisk gardła, łzy, zamilknięcie, ale też ból i drżenie dłoni, którą zgniatało się kolejne kartki. Pojawiały się też pytania: wpisać aż czy tylko pięć osób? Czy to nieludzkie, że w ostatnich chwilach mojego życia nie chcę przy sobie żadnej osoby? W czasie tego ćwiczenia doświadcza się wielu emocji – jeden z uczestników pisał, że ekstremalność sytuacji w czasie wyboru między dwoma karteczkami w finale zadania, sprawiła, iż miał wrażenie, że przestał czuć.

Niezmiernie cennym pokłosiem tych warsztatów jest dla mnie połączenie tego, co czuje się w czasie ich wykonywania, z refleksją, jaka pojawia się później, gdy wychodzimy z sali i mamy czas na zastanowienie się nad swoimi wyborami. Moi uczniowie pisali, że uświadomili sobie, z czego składa się ich życie – jednym z jego elementów okazuje się również zgoda na odrzucanie, rezygnację, nawet jeśli towarzyszy im ból. Otwarcie na zmianę, płynność, niestałość jest ciekawa dla młodych ludzi, którzy, mając kilkanaście lat, są przekonani o swojej nieśmiertelności. Większość z nich zabrała swoje karteczki do domu, milczeli albo rozemocjonowani dzielili się wrażeniami. Mam nadzieję, że wyszli ze spotkania z tekstem Katarzyny Boni, ale przede wszystkim ze sobą, odmienieni. Tak samo jak ja. Takie spotkania zmieniają nie tylko uczniów, zmieniają też nauczycieli. Po to istnieje literatura.

You Might Also Like