Nowość z księgarskich półek

Tylko tyle? – „Całe życie” Roberta Seethalera

160 stron opowieści o mężczyźnie mieszkającym w  austriackich Alpach – Andreasie Eggerze – to w dużym uproszczeniu pierwsza informacja, którą można podać komuś, gdy pyta, o czym jest Całe życie. Powieść Roberta Seethalera, nominowana do Międzynarodowej Nagrody Bookera, ukaże się w maju w wydawnictwie Otwarte.

Początkowo tytuł książki może irytować – określenie „całe życie” zdaje się zapowiadać iście epicko zakrojoną opowieść. Tu mamy do czynienia z niewielką książeczką, której lektura zajmuje około dwóch godzin. Być może jednak nie ma w tym sprzeczności? Być może właśnie takie jest nasze życie?

Akcja powieści obejmuje cały wiek dwudziesty. Andreas pojawia się na kartach książki jako trzydziestolatek, człowiek dojrzały, którego obserwujemy w scenie pełnej tajemnicy – znosi na swoich plecach do wioski umierającego pasterza kóz, który najpierw opowiada mu o tym, jak wygląda spotkanie z Zimną Panią, a potem ucieka przed Eggerem i znika, rozpływając się we mgle i śniegu. Ta ekspozycja bohatera uświadamia nam, kim jest: to milczący samotnik, żyjący w górach, człowiek o dużej sile fizycznej, gotów do pomocy innym nawet z narażeniem własnego życia. Po zejściu do wioski w karczmie spotyka Marie, która stanie się najistotniejszą kobietą w jego życiu. W ramach retrospekcji poznamy dzieciństwo mężczyzny – jest sierotą, oddanym na wychowanie krewnym, którzy nie są wylewni  w okazywaniu pozytywnych uczuć, mówiąc enigmatycznie. To dość typowa literacka biografia, czyniąca z Andreasa kogoś obcego, innego zawsze w odpowiednim, bezpiecznym dystansie wobec innych. Aż do chwili spotkania Marie.

Los mu jednak nie sprzyja, nie będą z Marie żyli długo i szczęśliwie, nie tylko dlatego, że do jego życia zapukają demony historii. Można odnieść wrażenie, czytając o jego żołnierskich przygodach, że bohater po prostu poddaje się temu, co jest, przyjmuje to, co przynosi życie, nie dzieląc się z nami nadmiernie rozbudowanymi refleksjami o ludzkim losie i stoickiej bądź emocjonalnej reakcji na wydarzenia. Andreas po prostu jest, oddycha, żyje. Nic więcej ani nic mniej. Po prostu jest, sam, zawsze pojedynczy.

Seethaler  korzysta w swej powieści z narzędzi paraboli, upraszczając fabułę, schematyzując konstrukcję bohatera, pokazując go jako człowieka przyjmującego los w geście stoickiej akceptacji tego, co jest. Życie nie zawsze musi być podlane dużą ilością autoanalitycznych rozmyślań i fraz, w których próbujemy zawrzeć sens naszej dumnie nazywanej egzystencji. Całe życie, to, co w nim najistotniejsze, daje się zamknąć w bardzo krótkiej liście: narodziny, miłość, przyroda, praca dająca radość i środki do życia oraz śmierć. I choć chcielibyśmy poszerzać ten zestaw, w końcu uświadomimy sobie banalność tego zamachu na rzeczywistość.

Robert Seethaler przypomina nam rzecz oczywistą – możemy się dąsać, że wiele razy już o tym czytaliśmy, ale też dobrze jest przypomnieć sobie kwestie podstawowe. Ot i całe życie.

You Might Also Like