Nowość z księgarskich półek

„Syn” Philippa Meyera

Syn Philippa Meyera to opowieść o budowaniu imperiów, zarówno tych rozumianych jako państwo, ale także rodzinnych. Amerykańska powieść opublikowana w wydawnictwie Czwarta Strona zapewnia czytelnikowi wielopłaszczyznową opowieść o losach członków rodziny McCulloughów, której historia zaczyna się w połowie wieku XIX a kończy na początku naszego stulecia.

Powieść Meyera rozpisana jest zasadniczo na trzy głosy, w jej finale dołącza się czwarty bohater, który domyka losy postaci w niezbyt zaskakujący sposób. O losach rodziny opowiada Eli, zwany Pułkownikiem, noszący też przez kilka lat imię Tiehteti, gdy żyje wśród Komanczów, porwany przez nich po ataku na jego rodzinę. Drugim z narratorów jest jego syn, Peter. Pamiętniki pisane przez bohatera odsłaniają kulisy mordu, jakiego dokonują McCulloughowie na swych sąsiadach. Kolejna z narratorek to Jeanne Anne, J.A., prawnuczka Pułkownika, przejmująca we władanie rodzinne imperium, zbudowane na hodowli zwierząt, a później na wydobyciu ropy. Zabieg kompozycyjny, jaki wykorzystuje Meyer, nie służy jedynie do poznawania faktów z różnej perspektywy.  Opowieści bohaterów dotyczą bowiem różnych czasów, dzięki nim możemy poznać historię teksańskiej rodziny od budowania jej potęgi aż po stopniowy upadek.

Narracja snuta z perspektywy bohaterów pozwala nam poznać lepiej ich uczucia i poglądy. Ta zasada stosowana w powieści od dawna sprawdza się wobec Petera i J.A. Opowieść Pułkownika, przede wszystkim dotycząca jego pobytu wśród Komanczów obfituje w drobiazgowe opisy zwyczajów Indian, ich codziennego życia i przekonań. Meyer nie pokazuje Komanczów jako łagodnego ludu – potrafią walczyć o swoje, odbierać ziemię innym, jeśli tego zapragną, ale też walczyć wtedy, gdy tracą to, co do nich należało. Eli opisuje swoje życie wśród Indian z perspektywy jednego z nich – duże znaczenie może mieć to, że został porwany jako bardzo młody chłopak, kilkunastolatek i po prostu próbuje przetrwać. To Indianie uczą go walki, obserwowania przyrody, radzenia sobie z bólem. Z wielkim żalem żegna członków plemienia, których pokonują nie biali najeźdźcy, ale choroba zakaźna. Dopiero potem decyduje się na powrót do środowiska, z którego się wywodzi. To jednak nie jest łatwe zadanie – jest kimś spoza obu grup, nie może się przystosować do oczekiwań, jakie stawiają mu biali. Być może pobyt wśród nieznających litości Indian, a potem poczucie wyobcowania czynią z niego człowieka wytrwale dążącego do realizacji każdego wyznaczonego celu, bez oglądania się na zasady i potrzeby innych tak, jakby każde takie działanie musiało się skończyć jego klęską. Niestety, przydarza mu się syn, Peter, który nie rozumie jego sposobu działania, ale przede wszystkim nie potrafi wybaczyć ojcu tego, kim jest.

Peter już jako dziecko widział, jak bezwzględny potrafi być jego ojciec. Najmnocniej doświadcza tego, gdy Eli nie powstrzymuje ataku Rangersów na dom rodziny Garcia, posądzonych o kradzież zwierząt. Choć rodziny McCulloughów i Garciów żyły w przyjaznych stosunkach, sąsiedzi zostają zamordowani, a ich ziemia przejęta za rzekome zaległości w podatkach. Peter to wrażliwy człowiek, analizujący otaczającą go rzeczywistość, pozbawiony, niestety, umiejętności przeciwstawienia się ojcu. Dopiero związek z jedyną ocalałą z rodziny Garciów, Marią, będzie dla Petera przestrzenią, w której z jednej strony poczuje się człowiekiem wartościowym, a przy okazji, a może przede wszystkim, doznającym przebaczenia. Można by oczywiście zarzucić Peterowi, że nie jest wolny od sentymentalizmu, emfazy, a jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, iż jest jedyną osobą w powieści patrzącą na świat nie w perspektywie zysku, ale wartości.

Trzeci narrator, a właściwie narratorka, mógłby wywoływać oburzenie czytelników, iż Meyer zarzuca tym samym główny temat powieści wskazany w tytule, jakim jest relacja z synami. Jednakże każdy, kto tę powieść przeczyta, zobaczy, że J.A. to dziewczyna a później kobieta uosabia wszystko, co jest sprzeczne z potocznie, powszechnie rozumianą kobiecością. Nie jest łagodna, nie realizuje się w zajmowaniu się domem i dziećmi, nie chce podporządkować się żadnemu z mężów. J.A. to energia, siła, ambicja i pragnienie posiadania tak wielkie, że ma odwagę, by jako młoda dziewczyna zbuntować się przeciwko ojcu. Wspomina swoje życie w dość niekomfortowej sytuacji – leży na podłodze swojego wielkiego, opustoszałego domu, ponieważ upadła, a nie ma obok niej nikogo, kto mógłby jej pomóc. Sytuację, w jakiej znajduje się rodzinny majątek McCulloughów najlepiej oddaje czwarty narrator, Ulises Garcia, potomek Marii i Petera: „Starsza pani umierała i nie miała nikogo, kto zająłby się interesem. Jej córka była narkomanką, a syn, jak mówili, nie był do końca mężczyzną. (…)Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby wiedzieć, dlaczego vaqueros wyjeżdżają: to miejsce umrze razem ze starszą panią.”

Meyer tworzy opowieść o narodzinach i klęsce tego, co postrzegane było jako wielkie. Ilustruje na przykładzie opisanej rodziny, jak wielkie indywidualności uniemożliwiają rozwój tym, którzy są słabsi, inni, skazując tym samym rodzinę na powolny upadek.  Pisarz pokazuje również, jak u początków potęgi rodów i państw leżą nie pokojowe umowy i deliberacja, ale przemoc i kradzież. Trochę to przypomina darwinizm przeniesiony na grunt opisu procesów społecznych: wygrywają ci, którzy mają lepszą broń, więcej pieniędzy i są bardziej bezwzględni.

 

You Might Also Like

2 Comment

  1. Gandalf says:

    Trzeba przyznać, że Meyer stworzył tę powieść z ogromnym rozmachem, a podział narracji na kilku bohaterów czyni ją „większą”. Pasjonująca i niezwykle refleksyjna książka, od której bardzo trudno było nam się oderwać. Świetna recenzja! 🙂

    1. Ilona Starosta says:

      Lubię takie powieści – jednocześnie z „pełnokrwistym” bohaterem i ciekawym pomysłem na kompozycję

Comments are closed.