Nowość z księgarskich półek

Strach czy może jednak nuda? „Pustki”

Nie będę ukrywać – żadna ze mnie specjalistka od powieści grozy. Rzadko sięgam po tego typu teksty, tym razem jednak było uzasadnienie – w polskich szpitalach wieje grozą, więc postanowiłam ją jakoś zbalansować – na grozę rzeczywistości, groza literatury. Wybrałam „Pustki” Hurleya, opublikowane przez WAB, podążając za listami nowości i częstotliwością pojawiania się recenzji. Miłośników  tego typu powieści ostrzegam, że więcej w tym wpisie będzie dąsów niż zachwytów, nie pomógł nawet Stephen King rekomendujący książkę.

Pustki to miejsce na południu Anglii, skrawek lądu między ujściem rzek, cel corocznej pielgrzymki grupy wierzących jednej z londyńskich parafii wraz z jej proboszczem. Opowieść o pobytach w tym budzącym grozę miejscu snuje po blisko trzydziestu latach uczestnik tych wyjazdów, Smith, nazywany wtedy Tonto. Dwoje imion jest znakiem pewnej przemiany, której istota ujawnia się czytelnikom dopiero pod koniec powieści. Pobyt w Pustkach to zawsze przełom między zimą a wiosną, czas poprzedzający Wielkanoc. Wybór triduum paschalnego jako czasu akcji ma swoją tradycję w literaturze, podobnie jak wykorzystanie elementów pogody i krajobrazu do budowania grozy. Ciągle pada deszcz, jest mgliście i zimno, duży dom, w którym mieszkają bohaterowie, jest przesiąknięty wilgocią i ma swoje tajemnice – ukryty pokój, który przypomina celę skazańca. Wyjazd do Pustek umożliwia oderwanie się od rzeczywistości, oczyszczenie, skupienie na tym, co duchowe. Jest też kolejną próbą wymodlenia dla Hanny’ego, brata narratora, uzdrowienia. Hanny nie porozumiewa się ze światem za pomocą słów, udało mu się ustalić z bratem kilka znaków, które pozwalają mu na komunikowanie się. Obraz organicznego prawie związku dwóch braci jest niewątpliwie zaletą tej książki, to na narratorze spoczywa bowiem ciężar opieki nad Hannym, matka zajęta jest intensywnym życiem duchowym i modlitewnym.

Hurley wykorzystuje fanatyczną religijność jako sposób budzenia naszego niepokoju. Jedną z postaci służących budowaniu napięcia jest nieżyjący już ksiądz Wilfred, który pojawia się we wspomnieniach bohaterów. Wilfred pojmował religię jako narzędzie do kształtowania człowieka czystego i pokornego, bojącego się przede wszystkim grzechu. Lęk, cierpienie, przymus i poniżanie to środki służące wychowywaniu dobrych katolików. Ta wizja niuansowana jest nieco poprzez kolejnego kapłana – księdza Bernarda, wnoszącego do powieści kontekst konfliktu irlandzkiego, niestety zaprezentowany w niewystarczającym stopniu, nie do końca wiadomo, czemu służą te aluzje.

Dodatkowo w Pustkach pojawiają się tajemniczy, wyglądający na niebezpiecznych miejscowi: skłonni do przemocy i niezbyt wybrednych żartów. Galerię postaci zamyka niepełnosprawna ruchowo nastolatka, która rodzi dziecko w tajemniczych okolicznościach. Hanny i jego brat staną się współuczestnikami tych wydarzeń, zmienią ich na zawsze: Hanny odzyska mowę, będzie wiódł później satysfakcjonujące życie. Niestety, narrator zostanie naznaczony już do końca życia strachem o los swego brata – to on w powieści ostatecznie zamienia się w kogoś, kto potrzebuje ciągłego wsparcia.

„Pustki” raczej mnie znużyły, niż zaciekawiły czy przeraziły. Niespiesznie rozwijająca się akcja, dość typowe elementy składowe, podążanie za stereotypami albo za rozwiązaniami nie do końca logicznymi zostały pokonane przez polską służbę zdrowia.

 

You Might Also Like