Nowość z księgarskich półek

Śląsk według Twardocha – „Drach”

Nowa powieść Twardocha trochę musiała odczekać na mojej półce – prezent bożonarodzeniowy został przeczytany dopiero w Wielkanoc. Wspominam o tym nie bez powodu – po „Morfinie” wiedziałam już, że książka Twardocha nie nadaje się do praktykowanego przeze mnie czytania w biegu, pomiędzy, w tramwaju – ona potrzebowała czasu i przestrzeni.

 

Wielu bohaterów, wiele płaszczyzn czasowych, wiele wątków – i czuwający nad wszystkim drach/ziemia/żywioł, którego wszyscy jesteśmy częścią. On jako narrator powieści ma nieograniczony wgląd w ludzkie losy – co ważne, to tylko wgląd, a nie panowanie nad światem opisywanym przez niego. Miałam wrażenie, czytając ten patchwork spleciony z ludzkich losów, że nikt nie panuje nad „dzianiem się” – nasze historie rozwijają się w czasie, a rozbawienie może budzić przekonanie o niezwykłości losów, indywidualności. Rodzimy się i umieramy, między tymi dwoma granicami rozpinamy  nasze istnienie, jednak jesteśmy częścią życia rozumianego jako kosmiczny proces, który jest czymś na wskroś organicznym, poddanym prawom narzucanym przez bakterie, drobnoustroje i trajektorie pocisków  w czasie wojen.

 

Przekonania dotyczące praw naszego życia opisane przez Twardocha być może nie są zbyt odkrywcze – jednak zyskują na oryginalności poprzez kontekst, w jakim zostają umieszczone. Historia Ślązaków, ich prywatnych losów zostaje wpleciona w tryby historii pisanej przez duże H – tej od wojen światowych i powstań. Są rzeczy, o których się nie mówi, bo są zbyt bolesne albo wstydliwe, okupuje się to milczenie samotnością i bezsennymi nocami. Niektórzy z bohaterów dopiero na starość będą mogli wypłakać to, co widzieli.

 

Niemożność wypowiadania swoich uczuć i pragnień dotyka nie tylko pokolenia naznaczonego wojną i konfliktem między tym, co polskie i niemieckie. O swoich potrzebach nie potrafi też powiedzieć Nikodem Gemander – najmłodszy z członków rodziny, zdolny architekt w banalny sposób balansujący między żoną a kochanką. Można odnieść wrażenie, że to najsłabszy fragment książki, bo historia wydaje się mało oryginalna, jednak jeśli spojrzymy na losy innych bohaterów, też nie są spektakularne, zyskują wiele poprzez połączenie ich w większą całość.

 

Na koniec zamiast podsumowania: chapeu bas dla Twardocha za to, co robi z językiem. Wiem, że jestem na Śląsku, w przestrzeni fascynującej różnorodności.

 

You Might Also Like