Nowość z księgarskich półek

„Serce ciemności” – zachwyt i przerażenie

Nie wiem, jak określić rodzaj mojego wpisu – z jednej strony „Jądro ciemności” Josepha Conrada to nie nowość wydawnicza, książka ma ponad sto lat. Z drugiej strony trudno inaczej niż na nowość spojrzeć na „spolszczenie”, jakiego dokonuje Jacek Dukaj. Mam za sobą dwa wieczory zachwytu, zadręczanie ludzi, których znam, czytaniem fragmentów. Wielkie „Ach!”, którym po raz kolejny będę się dzielić z uczniami.

Podobnie jak Czesław Miłosz twierdzę, że czytanie „Jądra ciemności” to wstępowanie w XX wiek, początek opowieści o „wydrążonych ludziach”, których Hannah Arendt uzna za poprzedników nazistów, wnikanie w kwestię dotyczącą spotkania różnych kultur. Jacek Dukaj decyduje się na przetłumaczenie tytułu z zaakcentowaniem rzeczownika „serce”. Ten wybór jest według mnie ciekawszy, płodniejszy interpretacyjnie, bo kieruje też naszą uwagę na perspektywę osobową. Ciemność staje się dla Conrada/Dukaja metaforą wszystkiego, co tajemnicze, przerażające i złe; tego, co wymyka się naszemu poznaniu. Uwspółcześnienie języka, wycyzelowanie tekstu, odniesienie go do współczesności pozwala widzieć w prozie Conrada nieskończenie aktualny tekst zarówno o funkcjonowaniu (użyję tego bezpiecznego rzeczownika) Europejczyków w Afryce, ale też o poznaniu zła, o uwiedzeniu tym, co jest „zepsutym dobrem”, gdybym miała podążać tropem św. Augustyna.

Świadomie nie wprowadzam we wpisie krótkiego streszczenia, nie chodzi o zachęcenie do lektury opowieści Charlesa Marlowa o Kurtzu – znamy ją albo znajdziemy w różnych serwisach podpowiadających znudzonym uczniom, co w lekturach szkolnych napisano. W tej książce chodzi o przeżycie, jak pisał w grudniu 1897 roku pisarz: „Albowiem takie zadanie przed sobą postawiłem: słowem pisanym sprawić, byś USŁYSZAŁ, byś POCZUŁ, a nade wszystko – ZOBACZYŁ. Tyle i nic więcej, tyle – gdyż w tym jest wszystko. A jeśli mi się powiedzie, odnajdziesz tu wedle swojej potrzeby: tchnienie odwagi, powiew grozy, pocieszenie, urok – czego dusza zapragnie – a może i przebłysk prawdy, której to zapomniałeś już wymagać.” Te zdania pisarza stanowią motto do najnowszego spolszczenia. Siła tego przekładu leży w języku, w opisach, nierzadko zmetaforyzowanych, fragmentach stylizowanych na język biblijny, innym razem bogatych w kolokwializmy, zdaniach, w których interpunkcja zyskuje nowe znaczenie. Oddaję więc głos Dukajowi…Conradowi….

„Tylko z nim rozmawiał, a rozmawiali dzień noć zmierzch poranek, para knujek nierozłączek, wujo tłusty bandzioch na ptasich nóżkach, morda przebiegłego świniobija, Menadżer pustka rysopisu plus lancetowy błękit oczu”. (…) Wujo zbójo mierzy go wzrokiem doświadczonego anatoma brojlerów i tuczników.”

„Rzeka, czas, leniwe wody masujące podbrzusza zarośniętych wysepek, gubisz się między nimi, odbijasz się od mielizny do mielizny, usiłując znaleźć przesmyk, czysty nurt, kierunek, zgubiłeś się, rzeka czas czar oderwał cię od pamięci, od przeszłości, od życia, miałeś jakieś życie? była jakaś przeszłość?”

„Niemniej – czuję wiem widzę: TO patrzy. To obserwuje, jak małpki skaczą, jak pieski tańczą na dwóch łapach, myszy kręcą piruety, co? wy może nie? Skaczecie tańczycie kręcicie, i za co, za grosz marny. Tyle dostajemy za te nasze sztuczki cyrkowe, my małpy wytresowane do perfekcji, miedziak za fikołki pocieszne i za to ukłucie w sercu. Ukłuło was, co? Ukłuło.”

„Spod cienkiego naskórka wody przebija kręgosłup rzeki: przeciągły wielokropek płycizn punktujący środek nurtu.”

„Ona, ona w pręgach drapieżnika i frędzlach kolorowych,

ona depcząca dumnie ziemię,

w pobrzęku i pobłysku pysznego barbarzyństwa,

i której głowa wysoko uniesiona,

i której włosy hełm bitewny,

której ręce nogi w mosiężnych bransoletach

a lico szkarłatem naznaczone,

a szyja kwiat szklanych korali,

ona nieposkromiona zniewalająca.”

 

Mogłabym powtórzyć za jednym z bohaterów: „Ooo, jak ten człowiek podkręcił mi umysł!” Mam nadzieję, że z Państwem będzie podobnie.

 

You Might Also Like