Nowość z księgarskich półek

Rodzina w chorobie – Sarah Moss „Między falami”

Sarah Moss jest świetna w opowiadaniu o doświadczeniu rodzicielstwa. Nie są to jednak naiwne historyjki o tym, jak wspaniale jest mieć dzieci, jak to zmienia ogląd  świata. Moss pokazuje rodziców już dobrze „umoszczonych” w swojej roli. Tak było w „Nocnym czuwaniu”, gdzie narratorką i bohaterką była matka, tak jest w „Między falami”. Jednak pisarka zawsze wytrąca bohaterów i czytelników z codzienności, by nieustannie zadawali sobie pytania, które nie prowadzą jednak do kojącego finału.

Narratorem i głównym bohaterem „Między falami” jest Adam, człowiek z doktoratem, zajmujący się dorywczo pracą na uniwersytecie i piszący książkę o katedrze w Coventry – zniszczonej w czasie II wojny światowej, a później odbudowywanej w atmosferze kontrowersji. Nie pracuje zawodowo, nie wychodzi do firmy na całe dnie, zajmuje się prowadzeniem domu – sprząta, gotuje, organizuje życie rodziny. Musi się mierzyć ze stereotypami, zdziwieniem, niechęcią. Jego żona jest lekarką, mają dwie córki. Ich wydawałoby się dobrze zorganizowane życie zmienia się, gdy Miriam, starsza z córek, traci przytomność w szkole. Rozpoczyna się wtedy nowy etap w ich życiu, podzielony zresztą na kilka mniejszych elementów.

Po pierwsze: strach. Adam boi się o życie swej córki. I choć dziewczyna dość szybko zaczyna funkcjonować zwyczajnie, to brak jasnej diagnozy powoduje, że mężczyzna snuje najróżniejsze czarne scenariusze dotyczące dalszego życia Miriam. Strach obojga rodziców nie zbliża ich do siebie, raczej w imię  wzajemnej troski nie rozmawiają o swych lękach. Tu pojawia się też kwestia doskonale pokazanej relacji małżeńskiej, która po kilku latach zaczyna ograniczać się jedynie do rozmów o dzieciach i rachunkach.

 Po drugie: utrata wolności. Ta kwestia dotyczy nie tylko Miriam, która nie może już żyć tak jak dawniej. Jej funkcjonowanie przez kilka tygodni przebiega w przestrzeni szpitala, gdzie pozbawiona prywatności i swobody znajduje się jeszcze w  epicentrum nieszczęść i niesprawiedliwości. Podobnie Adam i Emma – spędzają czas z córką w sztucznej, wypreparowanej przestrzeni szpitalnego pokoju. Wszyscy pozbawieni są swobody decydowania, wzmacnianej jeszcze przez brak wiedzy o tym, co będzie dalej. Szpital nie jest przestrzenią, gdzie odsłania się prawda o człowieczeństwie, jak w naiwnych serialach – to strefa lęku, przytłoczenia i ograniczonej przestrzeni.

Po trzecie: bunt. Miriam przez to, że straciła przytomność, nie przestaje być sobą – jest piętnastolatką, która kontestuje współczesną rzeczywistość. To świetnie, że Moss nie ogranicza jej przedstawienia jedynie do pokazania choroby. Miriam jest ciągle nastolatką, której dotyka tajemnicza trudność – nie wiadomo, czy jej objawy to przypadek, czy odziedziczyła chorobę po babci. Dolegliwość sprawia, że musi więcej czasu spędzać z dorosłymi, akceptować dziwaczne pomysły ojca, czy wysłuchiwać opowieści dziadka, który w młodości żył w komunach, a do tej pory ceni sobie przede wszystkim niezależność.

Po czwarte: skąd pochodzimy. Choroba Miriam przywołuje wspomnienia Adama o tajemniczej śmierci matki, sprawia, że mężczyzna kontaktuje się z dawno niewidzianym ojcem. Życie rodziny, Adama, Emmy i ich córek zostaje pokazane na tle młodości rodziców, a tym samym myślenie o rodzinie jako wspólnocie zostaje poszerzone o kolejne osoby.

Lęk Adama, jego poczucie niepewności oddane zostaje za pomocą dynamicznej narracji, zbudowanej z niezbyt rozbudowanych rozdziałów. Poczucie niepewności rodziców wzmacniane jest jeszcze przez zapiski odnoszące się do pracy naukowej Adama – jego książka o katedrze w Coventry zmusza go do wyobrażenia sobie, z jakim poziomem lęku zmagali się ludzie żyjący w czasie II wojny światowej w Wielkiej Brytanii, jak wyglądała ich troska o najbliższych, co było największym wyzwaniem. Snucie opowieści ma dla niego moc ocalającą, podobnie zresztą jak inne dziedziny sztuki, które wydają się jedynym remedium na nieszczęścia, jakich nie da się uniknąć. Choć w Coventry odbudowano świątynię, to pozostawiono zgliszcza średniowiecznej katedry, by stały się symbolem doświadczeń wojennych. Można poradzić sobie z trudnościami, jakie niesie życie, co nie oznacza jednak, że należy o nich zapomnieć. One przecież są częścią historii.

 

Zdjęcie okładki pochodzi ze strony Wydawnictwa Poznańskiego

 

 

 

You Might Also Like

Dodaj komentarz