Nowość z księgarskich półek

„Pypcie na języku” Michała Rusinka

Zacznę od odwołania klasycznego – Ignacy Krasicki w  „Palinodii” napisał: „Świat poprawiać, zuchwałe rzemiosło”. Podobna dewiza przyświeca Michałowi Rusinkowi w jego książce, która, na szczęście, niewiele wspólnego ma z chorobami jamy ustnej, choć dotyczy języka. Rusinek tropi różnego rodzaju słowne „potknięcia”, niezamierzone lub zamierzone innowacje, opisuje je w dowcipny sposób, co prowadzi do wyczulenia na sposób używania języka, jednak nie pociąga za sobą językoznawczych połajanek.

Autor pozwala nam się uśmiechnąć nad językowymi „wygibasami”, a co za tym zwraca uwagę na ich niefortunność. Wzięte przeze mnie w cudzysłów wyrazy wskazują na istotną cechę języka, jaką jest zmienność, otwartość na przeobrażającą się rzeczywistość, co niejednokrotnie zauważa Rusinek i opisuje w Pypciach…, na które składają się teksty publikowane wcześniej na łamach krakowskiego dodatku do „Gazety Wyborczej”.

Z felietonów umieszczonych w książce wyłania się Polaków obraz własny, a raczej obraz naszego stosunku do języka. Można oczywiście krytykować, że Rusinek nie pisze niczego, czego byśmy nie wiedzieli o zmianach, jakie zachodzą w polszczyźnie. Pojawia się tu wątek upodobania do zdrobnień i zapożyczeń z angielskiego, niechęci do odmiany nazwisk, poezji  zaklętej w restauracyjnych menu i określeniach kolorów farb do malowania ścian, neosemantyzmach i wpływie mediów elektronicznych na to, jak do siebie mówimy i piszemy.

Niezwykłym atutem tej książki jest jej bohater, Michał Rusinek, uważny obserwator zwyczajów językowych, potrafiący pisać o skomplikowanych kwestiach językowych nie nadużywając terminologii specjalistycznej.  Poza tym, zajmując się kwestiami językoznawczymi, autor wplata wiele anegdot pozwalających zmniejszyć dystans między autorem – sekretarzem Wisławy Szymborskiej, pracownikiem naukowym UJ, autorem książek dla dzieci a czytelnikiem. Jest osobą, która „deklinuje się”, bywa „Zbokiem Wakelzgim”, posiadaczem(a jakże!) łopatek do kociego żwirku, które dostał w gratisie i ojcem piętnastolatki pytamy o to, „z kim pisze”.

Gdy zakończymy  przerywaną licznymi wybuchami śmiechu pierwszą lekturę i będziemy chcieli odnaleźć w niej określoną kwestię – nie będzie z tym żadnej trudności. Książka zawiera spis omawianych haseł, podzielona jest na dziewięć części, a segmentacja ta podkreślona jest wykorzystaniem kolorów i rysunkami Jacka Gawłowskiego. Dawno żadna książka tak mnie nie rozbawiła, jak „Pypcie na języku” Michała Rusinka. A że czasem to śmiech przez łzy… I tak warto.

You Might Also Like

1 Comment

  1. Gandalf says:

    Ta książka powoduje nieoczekiwane wybuchy zupełnie niekontrolowanego śmiechu i to wielki plus dla autora, który przybliża ciekawe zagadnienia językowe w taki właśnie sposób. 🙂 Świetny tytuł, który spodoba się nie tylko pasjonatom nauk humanistycznych i na mnóstwo uwagi zasługują również ilustracje Jacka Gawłowskiego. Zdecydowanie polecamy!

Comments are closed.