Dziecięco i młodzieżowo

Pomysł na prezent gwiazdkowy – Dawid Williams „Wielka ucieczka Dziadka”

 

To, że w książce Dawida Walliamsa Wielka ucieczka Dziadka  będzie się wiele działo, sygnalizowane jest już za pomocą stopki redakcyjnej – jej poszczególne wersy zostają „wprawione w ruch”, porządki wertykalny i horyzontalny nie mają tu żadnego znaczenia. Chodzi przede wszystkim o wywołanie intensywnych emocji i zainteresowania – zgodnie z tezą, iż książka, która nie wywołuje żywej reakcji, raczej nie spodoba się dziecięcym odbiorcom. Drugim elementem paktu zawieranego z młodym czytelnikiem jest skierowanie ostrza krytyki przeciwko dorosłym.  To oni urządzają świat w taki sposób, że trzeba powoływać do życia instytucje, jak opisany w książce dom Zmierz Życia, w którym, jak głosi nazwa, „dbają o niechcianych staruchów”. Autor z odwagą, ale też z uwzględnieniem uwarunkowań związanych z dziecięcym odbiorem, pisze o doświadczeniu choroby Alzheimera w rodzinie, czyniąc z niej jeden z elementów opowieści o przyjaźni dziadka i wnuka.

Wczoraj i dziś jednocześnie

Powieść rozpoczyna się jak klasyczna baśń od frazy „dawno, dawno temu…”, by potem wrócić do konkretyzacji czasowej. Opisane w książce wydarzenia dzieją się w latach 80. Na plan pierwszy wysuwają się dwaj bohaterowie – dwunastolatek Jack i jego dziadek, w czasie II wojny światowej pilot RAF-u. To ważne, bo okaże się, iż choroba Alzheimera zaburzyła pamięć dziadka, umożliwia mu codzienne funkcjonowanie, jednak wydarzenia z lat czterdziestych  zmieniły się w jego świadomości w teraźniejszość. Zaostrzenie się stanu chorobowego sprawia, że dziadek zostaje umieszczony w domu opieki. Jego pobyt w tym miejscu i wydostanie go stamtąd będą przypominały wyzwania z lat 40. XX wieku. Powieść Walliamsa pozwala spojrzeć na dolegliwość seniora rodu w kategoriach nie jedynie czegoś uciążliwego, ale też jako na nietypowe, pełne fantazji spojrzenie na rzeczywistość, która podobnie jak dziecięca wyobraźnia, nie chce znać ograniczeń: „Wszyscy uważali chorobę Dziadka za problem, ale to, jak działał jego umysł, wydawało się wprost magiczne.” Chłopiec i dziadek z racji wieku funkcjonują bowiem poza rządzącymi światem dorosłych kryteriami użyteczności, racjonalności i zysku.

Dorosły – to nie brzmi dumnie

Jack to jedynak, introwertyk. Nieśmiały, zamknięty w sobie nie przyjaźni się z żadnym z rówieśników. Jedyną osobą, którą darzy zaufaniem i szacunkiem, jest Dziadek. Nie może również liczyć na rodziców. Dorośli w powieści Walliamsa zostali pokazani jako galeria pożałowania godnych osób, z których można się jedynie śmiać albo bać się ich. Do jednocześnie zabawnych, ale też przerażających postaci należą nauczycielka historii, Panna Dociekliwska oraz dwaj detektywi- Schab i Szpik – prowadzący sprawę Dziadka. W inny sposób, pozbawiając rysunek postaci pierwiastka humoru, pokazano pracowników domu opieki, do którego trafia Dziadek. Panna Wieprzyk to siostra przełożona, zatrudniająca pielęgniarki o wdzięcznych imionach Stokrotka, Rózia czy Aksamitka – ich imiona  wydatnie kontrastują z wyglądem. Na przykład do znaków rozpoznawczych Stokrotki należą „grube włochate nogi, złoty ząb, a na ramieniu wytatuowana trupia czaszka.”  Trudno Zmierzch Życia nazwać domem spokojnej starości, wiążący się z nią wątek kryminalny jednak dynamizuje akcję i pozwala na pokonywanie trudności przez Jacka. Nie zdradzę, jak chłopcu udaje się wydostać Dziadka z domu opieki, musiałabym wtedy wyjawić, jak zaskakująco można połączyć ze sobą wrotki i trumnę i jaką one mogą pełnić rolę. Tylko staruszek i chłopiec będą potrafili przejrzeć niecne plany Panny Wieprzyk i jej współpracowników, tak jakby dorośli utracili umiejętność patrzenia zarówno „sercem” jak i „mędrca szkiełkiem i okiem.”

Prawda literatury?

Oczywiście, rygory prawdopodobieństwa zostały w Wielkiej ucieczce Dziadka poważnie nadwątlone, to jednak typowe dla powieści dla dzieci, ważna jest przecież niezwykła przygoda, którą przezywają Jack i Dziadek.  Jednak Walliams mimo wszystko pokazuje, że pewnym prawom nie można zaprzeczyć –  nie da się bowiem uniknąć śmierci. Dziadek ginie w tajemniczych okolicznościach. Jego pogrzeb  staje się okazją dla autora, by opisać ludzi dojrzałych z niezwykłą przychylnością i dowcipem. Zacząć trzeba od tego, że na uroczystość przybywają weterani, ich cechą charakterystyczną są wąsy, które zostają przedstawione w formie galerii. Dojrzali bohaterowie, byli pensjonariusze domu starców, będą mieli okazję do zamanifestowania umiejętności współpracy, ale przede wszystkim gotowości do przeciwstawienia się człowiekowi, który przyczynił się do ich cierpień. Walliams czyni spiritus movens wszystkich powieściowych oszustw i wykorzystywania staruszków miejscowego pastora, bardziej zainteresowanego kumulowaniem majątku, wygodnym życiem niż pomocą potrzebującym. Okazuje się, że Panna Wieprzyk i pastor to ta sama osoba. Prawdę  o tożsamości odkrywa Jack, który z zalęknionego chłopca, dzięki wydarzeniom opisanym w książce, staje się osobą potrafiącą przeciwstawić się złu. To dzieci bowiem widzą prawdziwie, potrafiąc dostrzec fałsz w działaniach innych. Czy decyzja Walliamsa może się spotkać z zarzutem o antyklerykalizm i powielanie stereotypów? Trzeba zwrócić uwagę na to, iż kościół jako instytucja nie funkcjonuje w życiu bohaterów, w żaden sposób również nie pojawia się tutaj kwestia duchowości. Wydaje się, że raczej autorowi chodzi o to, by pokazać, iż niekiedy osoby, którym ufamy, między innymi w konsekwencji sprawowanej funkcji czy przynależności do organizacji, mogą nas zawieść. Podobnie sytuacja  wygląda z Panną Dociekliwską, która początkowo pokazana jest jako fanatyczna miłośniczka faktów i dat, pozbawiona współczucia. W odróżnieniu od pastora przechodzi jednak przemianę – pod wpływem uczucia kobieta  zamienia się w empatyczną osobę. Podobnie wygląda kwestia rodziców głównego bohatera, chłopiec nie może liczyć na ich wsparcie, nie ufają mu. Dopiero odkrycie prawdziwej twarzy pastora i jego przestępczej działalności sprawia, że zwracają uwagę na swoje dziecko.

Opowiadanie przez formę

Jednym z narzędzi krytycznego, groteskowego sposobu budowania rzeczywistości w powieści Walliamsa jest jej strona  graficzna. Rysunki postaci cechuje karykaturalne wyolbrzymienie, jedynie Dziadek prezentowany jest jako dystyngowany, dostojny starszy mężczyzna. Pozostałe postacie są zbyt grube albo zbyt chude, mają duże nosy, małe oczka, wydzielają nie zawsze przyjemne zapachy. Jako środek wyrazu wykorzystywana jest również czcionka, której rozmiar zwiększa się wraz z intensyfikacją uczuć bohaterów, tłumacz nie szczędzi nam również wyrazów dźwiękonaśladowczych.  Aby poczuć, w jakich niezwykłych, zaskakujących sytuacjach znajdują się bohaterowie, musimy niekiedy odwrócić książkę, bo orientacja tekstu na stronie zmienia się z pionowej na poziomą, ponieważ postaciom grozi utrata zdrowia, ba, nawet życia.

Wielka ucieczka Dziadka to z jednej strony świetna zabawa, skrząca się przygodami powieść o przyjaźni wnuczka i dziadka. Nie można jednak zapomnieć, że pod warstwą emocjonującej, sprawnie graficznie opowiedzianej historii, jest też ważna kwestia społeczna związana z opieką nad osobami starymi i chorymi. Czy to będą „niechciane staruchy”, czy raczej staniemy się zwolennikami poglądów Raja,  powieściowego właściciela miejscowego kiosku, Hindusa, który stwierdza: „Młodzi opiekują się starymi.” Tylko tyle i aż tyle.

Tekst opublikowany na łamach „Nowych Książek” 2017/10 pod tytułem „Niechciane staruchy”

 

You Might Also Like