Dziecięco i młodzieżowo

Pomaluj mój świat – Muriel Zürcher „Robin graficiarz”

Powieść dla młodego czytelnika, taka, którą on polubi, musi opierać się na dwóch filarach: fabule i bohaterach. Jeśli jeden z tych elementów zawiedzie, drugi z nich staje się lokomotywą napędową książki. Autor musi umiejętnie wykorzystywać te dwie kategorie, w innym przypadku tekst będzie nużący albo zamieni się w dydaktyczną opowieść kierowaną  przez dorosłych do młodzieży, zakładającą protekcjonalne traktowanie odbiorców. Muriel Zürcher, autorka Robina graficiarza, francuskiej powieści opublikowanej przez oficynę Polarny Lis, walczy z niebezpieczeństwami czyhającymi na autorów prozy dla młodych czytelników na wiele sposobów.

Paryż w kilku odsłonach

Pierwszym z atutów jest miejsce powieściowych wydarzeń – to Paryż, a w nim dwa elementy miejskiej topografii: komisariat i kamienica. Zürcher proponuje nam historię Sama – młodego, ciemnoskórego chłopaka, który wykonuje graffiti i sześciolatki, Lilibelle, uciekinierki z domu dziecka. Bohaterowie spotkają się na korytarzach komisariatu, nawzajem wywabią się z opresji i od tej pory nie będą się odstępować na krok.

Fabuła Robina graficiarza zorganizowana jest wokół projektu głównego bohatera, Sama. Chłopak postanowił wykonać na murach paryskich kamienic cykl graffiti, które mają się odwoływać do książki, jaką czytał ze swoją przyjaciółką Gabrielle, gdy jeszcze byli dziećmi, wychowankami domu dziecka. Wiemy, że przed laty stracili ze sobą kontakt, jego praca jest przeznaczona dla niej. Dlaczego to robi? Odpowiedź poznajemy pod koniec książki, i wolałabym tego nie zdradzać. Jego działania trudno uznać za legalne, wywołują nerwowość policji, ponieważ artysta  długo pozostaje nieuchwytny, dodatkowo wzbudzają uwagę mediów, które nadają mu przydomek Robin Graficiarz. Ten wątek buduje napięcie w powieści, sprawia, że z zapartym tchem śledzimy działania funkcjonariuszy, sprzyjając oczywiście młodemu artyście.

Przyjaźń

Między Samem i Lilibelle nawiązuje się relacja, którą śledzimy z uwagą. Zamknięty w sobie, nieśmiały Sam, próbujący poradzić sobie z poczuciem winy za wydarzenia z dzieciństwa. Obok niego  kilkulatka, postać, której trudno nie polubić: jest rezolutna, nie ma trudności z nawiązywaniem kontaktów, jest autorką zabawnych pomyłek językowych. Duet Sama i Lilibelle doskonale opisuje jedna z bohaterek: „młody facet o sercu niańki, omotany przez smarkulę, która ze wszystkich sił pragnie, by ktoś ją adoptował.” Powieść Zürcher można oczywiście czytać jako trzymającą w napięciu historię tego, jak grafficiarz wyprowadza w pole  policję, jednak przede wszystkim przykuwa w niej uwagę samotność bohaterów, zarówno pierwszo – jak i drugoplanowych, którzy próbują jej zaradzić na różne sposoby, niekiedy zaskakujące.

Zacznijmy od chóru  Kumple To Grunt – w jego skład wchodzą  bezdomni śpiewający na pogrzebach swoich przyjaciół, również pozbawionych stałego miejsca zamieszkania – ta działalność pozwala im przywrócić pamięć o człowieczeństwie osób, których warunki życia często pozostawiały wiele do życzenia. Sam  jest członkiem tej niebanalnej grupy, choć ma gdzie mieszkać i z czego żyć. Dzięki tej aktywności możemy poznać Christianę, kloszardkę, jego przyjaciółkę. Nie uznałabym rad, które ona udziela za odkrywcze, jednak dzięki jej postaci dowiadujemy się co nieco o życiu ludzi na ulicy – o tym, jak radzą sobie z mrozem, brakiem jedzenia, niechęcią restauratorów i właścicieli nieruchomości czy miejscem do spania albo mycia. Autorka wprowadza postać Christiany stopniowo, tak, jak ją poznaje Lilibelle, opisuje  jej reakcje na przykład na nieprzyjemne zapachy, zaspokaja czytelniczą ciekawość za pośrednictwem pytań małej dziewczynki.

Zürcher umiejętnie buduje tło dla historii Sama i Lilibelle, wprowadzając  takich bohaterów drugoplanowych, z których wielu mogłoby się stać bohaterami kolejnej powieści, choć szkicuje ich jedynie kilkoma kreskami: ekspedientka w piekarni, Mirabelle, „przypomina maślaną bułeczkę” i marzy o miłości; młody policjant Jordan El Lokhi nie grzeszy subtelnością; Benjamin, mąż Nory Laval, policjantki prowadzącej śledztwo w sprawie Sama i jednocześnie pracownik domu dziecka, w którym przebywa, a raczej przebywała w momencie otwarcia fabuły powieści Lilibelle, to wrażliwy, zaangażowany w swą pracę mężczyzna, przeciwieństwo Nory, która jest przede wszystkim funkcjonariuszką policji, miłośniczką procedur. Galerię dopełniają, ojciec Nory, Hector Laval, adwokat, przyjaciel Madame Decastel, właścicielki kamienicy, gdzie mieszkanie wynajmuje Sam. Oczywiście, można zarzucić  Zürcher, że zbytnio wszystko upraszcza, łączy postaci, które w rzeczywistości nie miałyby okazji się spotkać. Motywacją przyświecającą ich wprowadzeniu jest nie tylko zetknięcie się na swojej drodze z Samem i Lilibelle, oni wszyscy pragną miłości, akceptacji i obecności drugiego człowieka. Ich determinacja manifestuje się w różny sposób: Madame Decastel jest gotowa płacić swoim opiekunom za grę w szachy, ponieważ uważa, że nie jest na tyle ciekawą osobą, by poświęcić jej czas; Nora Laval, aby uniknąć lęku przed samotnością i odrzuceniem, angażuje się nadmiernie w pracę. Oczywiście  w finale utworu wszyscy bohaterowie zostaną docenieni i pokochani –  takie jest kojące prawo powieści dla młodych czytelników.

Narysowane

Nie tylko postaci i wydarzenia przyciągają  uwagę czytelnika w przypadku Robina graficiarza.  Autorka sprawia, że strona graficzna powieści  również staje się wabikiem, nie da się jej nie zauważyć – czarna okładka z fioletowymi elementami przyciąga uwagę.  Te dwa kolory budują warstwę graficzną  całej książki: intensywnie fioletowa jest wewnętrzna strona okładki, na tych dwóch kolorach oparte są również ilustracje. Jednak grafik zdecydował się na jeszcze jedno ciekawe rozwiązanie: projekty graffiti, które główny bohater umieści na ścianach paryskich budynków, przedstawione są w powieści w kolorze fioletowym, nie są typową ilustracją, funkcjonującą obok tekstu, tylko  zostają umieszczone jakby pod tekstem, stanowiąc jego kanwę, gdyby odwołać się do określenia odnoszącego się do robótek ręcznych.

Robin graficiarz  jest opowieścią o wyzwalającej sile przyjaźni, pokonywaniu trudnych doświadczeń z przeszłości. Nie bez powodu ostatnim zwierzęciem, które rysuje Sam jest smok – z jednej strony symbol zła, które należy pokonać, ale też znak siły, kreatywności i szczęścia.

Tekst opublikowany w miesięczniku „Nowe Książki” 2018/7-8

Zdjęcie okładki pochodzi ze strony wydawnictwa Polarny Lis

You Might Also Like

Dodaj komentarz