Nowość z księgarskich półek

„Odgłosy rosnących bananów” – najlepszy tytuł ostatnich miesięcy

Odgłosy rosnących bananów  to powieść tureckiej pisarki Ece  Temelkuran – jak wskazuje informacja na okładce – również komentatorki politycznej rzeczywistości, która nie boi się podejmowania kontrowersyjnych tematów, jak problematyka kurdyjska czy ormiańska.

Nie będę ukrywać – tym, co przede wszystkim zwróciło moją uwagę, jest tytuł powieści. To intrygujące określenie marzenia o spokoju, który miałby zapanować w Bejrucie. Temelkuran zabiera nas w podróż to Libanu, a stolicę tego państwa czyni metaforą Bliskiego Wschodu. To, co dzieje się w nim, ma pomóc Europejczykom w zrozumieniu skomplikowanej sytuacji w tej części świata.

Pisarka decyduje się na często wykorzystywany w literaturze zabieg kompozycyjny. Kilkoro bohaterów powieści to mieszkańcy jednego bloku na wzgórzu Jetawi. Stopniowo poznajemy ich losy, choć żaden z nich nie stanie się postacią pierwszoplanową, o której poznamy całą prawdę. Odnosimy wrażenie, że rzeczywistość można poznać jedynie we fragmentach, liczy się tylko to, co niepełne. Filipina to pół-Filipinka pół-Palestynka, Marwan jest syryjskim uchodźcą, Naser ma za sobą doświadczenie wojskowe, Deniz jest  turecką studentką w Oxfordzie, która postanawia przyjechać do Bejrutu, by zaakceptować swą podwójną tożsamość, bycie człowiekiem między Wschodem a Zachodem. Nie bez powodu podkreślam tożsamość etniczną bohaterów – według narratora książki w tej części świata nie ma ucieczki przed jednoznacznym określeniem swej przynależności, tak jakby poza nią człowieczeństwo było niepełne. Kosmopolityzm wydaje się niemożliwy.

Jest w tej książce przepiękny rozdział (nie boję się użyć tego epitetu), w którym Temelkuran opisuje Bejrut, stosując antropomorfizację. Dzięki niej zadajemy sobie pytanie, czym jest miasto, co stanowi o jego atmosferze i wyjątkowości, jakie są jego paradoksy. Dźwięki, uczucia, kolory – to elementy, po jakie sięga pisarka, by opisać stolicę Libanu i jednocześnie unaocznić nam, jak może konstruować się mit. To bardzo ciekawy pomysł, zwłaszcza jeśli zestawić go z obecnymi  w literaturze europejskiej obrazami miasta jako potwora czy labiryntu.

Wojna jest również tematem, który interesuje autorkę Odgłosu rosnących bananów. Ona pojawia się w książce jako element naznaczający losy bohaterów, część struktury świata przypominająca co jakiś czas o swojej obecności poprzez kolejne konflikty. Blisko tym samym Temelkuran do Camusa twierdzącego, iż bakcyl dżumy nie umiera nigdy. Rozważania narratora o prawach wojny, fascynacji nią wynikającej z braku innych celów życiowych, próbach radzenia sobie  z wyznaniami, jakie stawia przed cywilami, są bardzo ciekawe, świeże. Trudność mogą jednak sprawiać odwołania do konfliktów między Libanem, Syrią i Izraelem – odnoszę wrażenie, iż można było dokładnie opracować komentarze pod tekstem, by uniknąć dezorientacji czytelnika.

To również książka o opowiadaniu i mocy stwarzania światów. Mamy w tej książce kilku narratorów: narratora trzecioosobowego, który najbardziej przypomina konstrukcję z powieści XIX wieku – wie wszystko o postaciach, ma władzę również nad pisarzem pracującym nad powieści Odgłosy rosnących bananów. Jest jeszcze doktor Hamza, piszący listy do swojej maleńkiej córki – Filipina przeczyta je i wiedziona opowieścią przyjedzie do Bejrutu i będzie chciała odwiedzić obóz dla uchodźców, w którym pracował jej ojciec. Ta szkatułkowość przypomina również konstrukcję Baśni tysiąca i jednej nocy.

Nie wszystko rozumiem z kwestii odnoszących się do lokalnej polityki, nie obyło się bez poszukiwania informacji w Internecie. Ujmuje mnie jednak konstrukcja postaci, każda z nich ma do opowiedzenia swoją historię. Wydaje się, że możemy zrozumieć z Bliskiego Wschodu jedynie to, co pojawia się w planie prywatnym. Politycy, ale też zwyczajni ludzie, zdają się nie pojmować specyfiki tej części świata. Jedna z bohaterek – Ormianka Setanik – pracująca jako klaun, proponuje, by zorganizować Program Wymiany Ludności – tych w Europie, którzy najczęściej wypowiadają się o sytuacji Bliskiego Wschodu z pozycji wszystkowiedzących ekspertów, przewieźć na pewien czas do Bejrutu i innych miast ogarniętych wojną. Być może propozycja kogoś, kto przypomina dawnych błaznów na królewskich dworach, powinna być potraktowana tak samo, jak ich komentarze. Z całym szacunkiem dla przenikliwości Stańczyków.

 

 

 

You Might Also Like