Nowość z księgarskich półek

Najnowsza powieść Grażyny Plebanek – „Pani Furia”

„Yes, yes, yes!” – ten okrzyk byłego polskiego premiera (hmm) cisnął mi się na usta, gdy czytałam najnowszą książkę Grażyny Plebanek Pani Furia. Będę się teraz musiała wytłumaczyć z zachwytów, ale myślę, że każdy kto sięgnie po tę powieść, zrozumie mnie bez trudu.

Czy furia może być panią?

Zacznę grzecznie od tytułu i okładki książki, bo one mają niebagatelne znaczenie. Ciemna okładka, z której patrzy na nas czarnoskóra kobieta. Jej włosy przypominają nam greckie wyobrażenie Erynii, bogiń zemsty, które po łacinie nazywano „Furiae”. I tytuł – złota czcionka, którą napisano wyrażenie „Pani Furia”. Kluczowy wydaje się tutaj rzeczownik „pani” sugerujący z jednej strony przeniesienie figury zemsty ze sfery antycznej do współczesnej, a z drugiej strony określenie używane w sytuacjach formalnych, wiążących się z wyrażaniem szacunku. Furia u Plebanek jest ciemnoskóra – w tej figurze spotyka się w mistrzowski i skrótowy sposób tematyka książki.

Kongijka – Belgijka – Obca

Główną bohaterką ks
iążki jest Alia – dziewczyna urodziła się w Kongu, jednak jej rodzice, gdy była małą dziewczynką przeprowadzili się do Belgii, zamieszkali w Brukseli. Trzy słowa są tutaj kluczowe – Alia, Kongo, Belgia, od nich, jak od punktów na mapie będzie można rozrysowywać główne tropy powieści. Dziewczyna otrzymała imię, którego nie obejmuje belgijski system administracyjny, na cześć Muhammada Alego. Boks – pasja jej ojca, to przyczyna nadania imienia, ale przede wszystkim jedyna płaszczyzna, na której początkowo Alia poczuje łączność ze swym rodzicem. Potem pojawia się opowieści – kobieta będzie kontynuowała tradycję opowieści afrykańskich, funkcjonujących jedynie w wersji ustnej.

Życie w Belgii nie jest łatwe, członkowie rodziny w różny sposób zaadaptują się do panujących warunków. Ojciec Alii choć jest człowiekiem wykształconym w Europie będzie jedynie szoferem, matka nazywana Mrówką odizoluje się od rzeczywistości w świecie seriali, skupiając się na tym, by upodobnić się do Europejek przede wszystkim w kwestii wyglądu. Ciotka Alii, mama Issa, jako jedyna będzie funkcjonować w obrębie belgijskiego społeczeństwa bez poczucia zawodu, pracując jako pielęgniarka. Później jednak, wychodząc za mąż za notariusza z rodziny z tradycjami, będzie musiała znosić komentarze o dzikusach, którym kulturę przyniosły rządy Belgów w Kongu. Dziedzictwo kolonializmu jest na stałe zakodowane w myśleniu, zarówno u tych, którzy uważają się za silnych jak i u ofiar. Wiele siły wymaga, by się z tego wyzwolić. Dla Alii takim miejscem stanie się policja, choć paradoksalnie wśród swoich współpracowników spotka się z najbardziej zwyrodniałym sposobem myślenia o obcych.

Kobiecość to walka

Plebanek posiada niezwykłą umiejętność kreowania kobiecych bohaterek funkcjonujących na różnych prawach w obrębie świata przedstawionego. Matka i ciotka są dla Alii jak awers i rewers monety, którą jest funkcjonowanie przybyszów z byłych kolonii w Belgii – od alienacji po asymilację. Matka Alii nie wywiązuje się w żaden sposób ze swoich zobowiązań wobec dzieci – opieka nad młodszymi braćmi spada na Alię, kobieta nie okazuje im wsparcia ani czułości. To na pewno wpływa na sposób,  w jaki tytułowa bohaterka układa swoje prywatne życie.  Jednym z najlepiej zaprezentowanych w tej książce wątków jest fragment poświęcony przyjaźni Alii i Marzeny, która w połowie lat osiemdziesiątych przyjechała do Belgii z Polski. Obraz dorastania dwóch dziewcząt, które są obce w społeczności belgijskiej, ich rozmowy, marzenia, doznania – majstersztyk!

Każda z kobiet pokazana w powieści musi na nowo skonstruować swoją rolę, w odniesieniu do oczekiwań, jakie ma wobec niej społeczność, z jakiej się wywodzi. Ta prawidłowość dotyczy zarówno Alii, jak i Nawal (koleżanki z pracy, która jest muzułmanką) czy Laury – belgijki szukającej w policji remedium na oczekiwania rodziny. Nic nie przychodzi łatwo, bez walki, której metaforą tutaj jest worek treningowy, łączący w pewien sposób Panią Furię z wcześniejszą Bokserką Plebanek. W powieści wraca zadomowiony w kulturze topos kobiety jako ziemi, którą trzeba podbijać, która rodzi, funkcjonując tylko przez podporządkowanie. A co z kobietą, która nie chce urodzić i nie pozwala się podporządkować? Odsyłam po odpowiedź do Pani Furii.

You Might Also Like