Nowość z księgarskich półek

Mistrzowska (Majgull Axelsson „Ja nie jestem Miriam”)

Uwielbiam książki Axelsson i jednocześnie się ich boję. Ich lektura to za każdym razem dotknięcie takiej sfery życia, o której wiem, że istnieje, ale wolałabym się nią nie zajmować. To pokazanie, że pod zewnętrzną gładką warstwą jest coś, co uwiera, brzydko pachnie, zawadza.
Powieść rozpoczyna się przepiękną metaforyczną sceną – Miriam śni, że może oczyścić swój mózg, zamoczyć go w wodzie jeziora i poczuć się kimś innym, kimś, kto nie jest zmuszony pamiętać. To 85 – letnia  kobieta, która przez kilkadziesiąt lat swojego życia walczyła z tym, co przynosiła jej pamięć. To, co zapamiętane stało się motorem życia, określało, czego unikać i na co zwracać uwagę. Pamięć o pobycie w obozach w Auschwitz i Ravensbrűck jest tym, co dopuszczalne w Szwecji, w której teraz mieszka. Trudniej przyznać się do tego, że nie jest, jak przez wiele lat utrzymywała, Żydówką ale Romką.
To historia o konstruowaniu swojej tożsamości w kleszczach lęku: z jednej strony ciąży pamięć obozu z drugiej świadomość, że gdyby przyznała się do swej narodowości, zostałaby wydalona ze Szwecji, w której do 1954 roku obowiązywał zakaz przyjmowania Romów.

W dniu swych 85 urodzin wypowiada zdanie, które staje się tytułem książki i rozpoczyna  w ten sposób dzięki pomocy, a może raczej naciskowi wnuczki, opowiadanie o pobycie w obozach, o przyjeździe do Szwecji i skrupulatnym budowaniu swojego obrazu w oczach innych ludzi, ale przede wszystkim w swoich. Dostatnie i spokojne życie w Szwecji to dla Miriam raj, poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji jest warte każdej ceny, zwłaszcza, gdy przeżyło się obóz. Głód, przemoc, strach, gotowość utrzymania życia za wszelką ceną sąsiadują w opisie Axelsson z obrazami pomocy i przyjaźni. To już znamy. Jednak szwedzka pisarka, wprowadzając romską perspektywę, dodaje dodatkowy element komplikujący wizję obrazu już po wielokroć opisanego. Tym, co chwyta w tej powieści za gardło, jest świadomość, że obóz nigdy się nie kończy, wraca do człowieka nawet wtedy, gdy ucieknie do kraju, który przypomina raj na ziemi. I podobnie, jak Justyna Sobolewska w „Polityce”, dziękuję Axelsson za niezwykły obraz relacji wnuczki i babci. Dobrze to czasem sobie przypomnieć…

You Might Also Like