Z biblioteki

Michela Houellebecqa opisanie świata

„Mapa i terytorium” Houellebecqa to powieść sprzed siedmiu lat. Książka, za którą pisarz otrzymał (wreszcie!) Nagrodę Goncourtów. Sięgnęłam po nią dzięki jednej z dyskutantek w klubie książki dla młodzieży, potem obejrzałam film „Porwanie Michela Houellebecqa” i podejrzewam się o to, że nie pozwolę sobie „przeoczyć” kolejnego filmu z francuskim pisarzem „Przeżyć: metoda Houllebecqa”.

To rytmiczne powracanie nazwiska autora w pierwszym akapicie wpisu jest nie bez znaczenia. Nie znam drugiego pisarza, który byłby jednocześnie tak antypatyczny i fascynujący. Autor „Uległości” nie mizdrzy się do czytelników, przybiera pozę artysty, którego nie zajmuje świat zewnętrzny, drwi sobie z popularności i kultury. Z drugiej strony jednak świetnie gra z mediami, bawi się swoim wizerunkiem, wpisując się poprzez takie działania w nurt opowieści o artyście, który zajmuje uwagę odbiorców sztuki od początku XIX  wieku.

„Mapa i terytorium” to opowieść przede wszystkim o Jedzie, malarzu, który zdobywa wielką sławę. Nie chodzi jednak jedynie o uznanie krytyków, z jego docenieniem wiążą się również doskonałe zarobki. To jednak postać sieroca, jak ocenił bohatera jeden z recenzentów. Mężczyzna nie potrafi nawiązywać bliższych relacji, rozmawia jedynie z grzejnikiem. To osamotnienie dotyczy również drugiego z bohaterów powieści – Michela Houellebecqa, który ma napisać wstęp do katalogu z wystawy Jeda.

Te dwie wyalienowanie istoty jedzące wspólnie mięso, pijące wino, podejmują dyskusje o życiu i sztuce, które wydają się czytelnikowi jedynie próbą zamaskowania rozczarowania życiem i światem. Zdania, które wypowiadają, cytaty myślicieli, nie są odpowiedzią na żadne z wyzwań, jakie stawia przed nimi życie. Choć trudno też oprzeć się wrażeniu, że obaj, zarówno Jed jak i Michel, pozbawieni się kontaktu ze światem, potrafią jedynie odnosić się do wyobrażeń i kreować je.

Dla mnie tytuł tej powieści w bardzo lapidarny sposób oddaje jedną z głównych kwestii, która wydaje się frapować artystę. Relacja między rzeczywistością a jej przedstawieniem w sztuce zawsze kończy się porażką pierwszej z nich. Obraz, jaki prezentuje Houellebecq, nie jest pozbawiony pierwiastka groteski: drastyczny obraz śmierci jednego z bohaterów, sąsiaduje z opisami posiłków policjanta prowadzącego śledztwo. Czasem można odnieść wrażenie, że autor czerpie radość z wyprowadzania czytelnika na manowce. Opowieść o wielkim artyście, malarzu jest jednocześnie krytycznym opisem funkcjonowania francuskiego środowiska literackiego, a człowiek, którego chcielibyśmy postrzegać jako indywidualistę, manifestuje swoją oryginalność poprzez wylewanie asfaltu czy ogradzanie terenu.

Zachwyca mnie w tej powieści jej finałowy epizod. Jed przechodzi dość ciekawą drogę twórczą: od fotografowania przedmiotów, przez zdjęcia map, po portrety sławnych ludzi ( między innymi Houellebecqa) – wszystko to jednak, choć daje mu pieniądze, nie usensownia jego istnienia. To wydaje się nadmiernym roszczeniem. Wszystkie przedmioty, które wytworzyliśmy i odtworzyliśmy, czy to w literaturze czy sztukach wizualnych, zostaną pochłonięte przez świat roślin. Gdy pod koniec XIX wieku tracono sens istnienia Schopenhauer proponował kontemplację sztuki, nirwanę czy pomoc innym. Francuski pisarz zdaje się mówić – nic nas nie uratuje.

 

 

You Might Also Like