Nowość z księgarskich półek

Maroko, ale nie z wakacyjnych folderów – „To oślepiające, nieobecne światło”

Tazmamart – więzienie w Maroku, przygotowane dla tych, którzy brali udział zamachu na życie króla Hassana II. Miejsce zaplanowane w taki sposób, by uwięzieni w nim więźniowie umierali długo. Narrator i główny bohater książki Tahara Ben Jellouna „To oślepiające, nieobecne światło” był jednym z kadetów będących tego dnia na służbie. Nie planował przejęcia władzy, nie spiskował, a spędził w nieludzkich warunkach 18 lat – od 1973 roku do 1991. Marokański pisarz, wysłuchał historii jednego z uczestników wydarzeń, przetworzył literacko i opublikował w 2003 roku. „To oślepiające, nieobecne światło” w 2004 roku otrzymało Nagrodę Impac. W Polsce pierwszy raz ukazało się w 2009 roku, przed kilkoma miesiącami Karakter wznowił powieść Jellouna.

„W rzeczywistości grób był małą celą długą na trzy metry i szeroką na półtora metra. Cela była przede wszystkim niska, miała między metr pięćdziesiąt a metr sześćdziesiąt. Nie mogłem się w niej wyprostować. Dziura do srania i sikania o średnicy  dziesięciu centymetrów  stała się niemal przedłużeniem ciała. Musieliśmy bardzo szybko zapomnieć o jej istnieniu, przestać czuć smród gówna i moczu, niczego już nie czuć. Nie było mowy, żeby zatkać nos, nie, trzeba było mieć odkryty nos i nic nie czuć.  Na początku sprawiało to trudność. Spróbować postradać zmysły – temu wyzwaniu koniecznie należało sprostać. Być tu, nie będąc tu. Zagłuszyć zmysły, skierować je gdzie indziej, dać im inne życie, jak gdyby zostało się wrzuconym do tej nory bez nich. Właśnie, powinienem zachowywać się tak, jakbym zdeponował je  w dworcowej przechowalni.”

Ten rozbudowany cytat z początkowych rozdziałów książki świetnie oddaje istotę sytuacji: kiedy człowiek zostaje uwięziony w celi przypominającej grób, bo, to ważne, do cel nie dochodzi światło, więźniowie mają żyć w ciemności, musi wypracować sobie mechanizmy, które pozwolą mu przetrwać. Po lekturze powieści Jellouna byłam podobnie, jak po przeczytaniu literatury obozowej, pełna podziwu dla tego, co potrafi zdziałać człowiek, do jakich warunków się przystosować, gdy nie da mu się wyboru.

Wydawca zwraca uwagę na podobieństwo między książką „To oślepiające…” a bogatą literaturą łagrową. Łatwo te analogie wskazać: zwrócenie uwagi na doświadczenia fizjologiczne, budowanie narracji wokół historii poszczególnych więźniów, pokazanie relacji między uwięzionymi, ról, jakie przyjmują w tej mikrospołeczności. Jeden z nich zajmuje się mierzeniem czasu, ktoś recytuje modlitwy, ktoś streszcza przeczytane książki i obejrzane filmy. Wszystko to, co dzieje się w Tazmamart, jest walką o zachowanie godności, nawet jeśli ona miałaby się zamanifestować jedynie w tym, jak zorganizowano twój pogrzeb. Kilkanaście lat w grobie można przeżyć tylko wtedy, gdy człowiek zapomni, co zostawił za sobą, porzuci tęsknotę i nienawiść. Jedyne, co ratuje, to bycie tu i teraz. Samotność jest okazją do medytacji, skupieniu na ciele, okolicznością ułatwiającą szukanie ratunku w religii.

Niezwykłą wartością książki Jellouna jest pokazanie islamu, jako religii mistycznej: gdyby nie modlitwy, zgoda na koleje losu, przekonanie o ich sensowności, bohater nie zdołałby ocalić swojego życia. Autor próbuje znaleźć sposób na to, żeby opisać doświadczenie przekraczające naszą wyobraźnię – wprowadza wiele fragmentów, które swym kształtem językowym przypominają prozę poetycką: niezwykłe opisy ciemności i ciszy na długo pozostają w pamięci czytelników.

Ciekawa w tej książce jest również kwestia tożsamości osoby, która opuszcza więzienie po tylu latach. Świetna scena u dentysty, gdy narrator przed uwolnieniem, widzi swą twarz w lustrze: ta wydawałoby się ograna literacko sytuacja przyglądania się sobie, symbol samopoznania, tu jest chwilą przerażenia i obrazowym sygnałem tego, co później powie bohater – nie jestem tym samym człowiekiem, którego uwięziono przed kilkunastu laty, jestem kimś innym . Ale kim? Dla mnie to pytanie mogłoby otwierać kolejną książkę, Jelloun nie rozwija tej kwestii, nie o tym przecież jest jego książka.

Marokański pisarz kolejny raz udowadnia, że literatura jest doskonałym narzędziem do dawania świadectwa, ale też może okazać się ratunkiem przed szaleństwem. „To oślepiające, nieobecne światło” jest jednocześnie przejmującym dokumentem ludzkiego doświadczenia i wzruszającym literackim doznaniem.

Zdjęcie okładki pochodzi ze strony Wydawnictwa Karakter.

You Might Also Like

Dodaj komentarz