Nowość z księgarskich półek

Marek Krajewski i Mock powracają

Zawsze gdy zaczyna się jesień, na przełomie sierpnia i września na polskim rynku wydawniczym pojawia się kolejna powieść Marka Krajewskiego. Po raz kolejny wracamy do Breslau i do Ebiego, choć akcja powieści „Mock. Ludzkie zoo” przenosi się również do ówczesnej niemieckiej kolonii, do Kamerunu.

Krajewski, dbając o swoich czytelników, pozwala im przy każdej powieści poczuć, że powracają do dobrze znanego im świata. To rozpoznanie rzeczywistości odbywa się na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, jesteśmy w Breslau, przemieszczamy się uliczkami znanego nam już miasta, odkrywamy jego tajemnicze rewiry, które zawsze stają się scenerią zaskakujących wydarzeń. Poza tym, niezmiennie naszym przewodnikiem jest Eberhard Mock.

Co prawda, poznajemy kolejne odsłony jego porteru psychologicznego, jednak jak zawsze jest to policjant, który nie uosabia cnót. Raczej mamy wrażenie, że ciągłe zbliżanie się do zła, śledzenie jego sprawców, przyglądanie się ciemnym stronom ludzkich dusz, sprawia, iż on również musi posługiwać się nie zawsze etycznymi metodami.

Krajewski konstruuje swą powieść w rozpoznawalny sposób: kompozycja klamrowa jest jednym z elementów budowania napięcia, a dzielenie narracji na niezbyt obszerne fragmenty, opatrzone informacjami dotyczącymi miejsca i czasu nie pozwala nam zagubić się w świecie przedstawionym, a poza tym przypomina dynamikę języka filmu.

Wiem, że piszę o kryminale, więc nie chcę zdradzać zbytnio fabuły. Postaram się jedynie zasygnalizować kwestie, których dotyczy „Mock. Ludzkie zoo”. Krajewski odwołuje się do popularnych w tym czasie w różnych europejskich miastach wystaw ludzi, rdzennych mieszkańców Afryki, których pokazywano, stawiając ich w jednym rzędzie z egzotycznymi zwierzętami. Drugim tematem pojawiającym się w książce jest motyw stworzenia hybrydy zwierzęco – ludzkiej. Te dwa wątki zaprowadzą Mocka na kontynent afrykański, co jest dodatkowym urozmaiceniem powieści. Książce patronuje Joseph Conrad, jednak nie doszukiwałabym się odwołań do diagnoz dotyczących kategorii moralnych. Raczej chodzi o przywołanie pewnego nastroju, tajemnicy, wpisanie się w tradycję literacką. Z części afrykańskiej powieści zapadają w pamięć opisy przyrody, która staje się jednym z równoprawnych bohaterów, jest siłą przerażającą Mocka, zwłaszcza wtedy, gdy Krajewski opisuje „zwyczaje” pchły piaskowej czy przerażające skolopendry.

Równie egzotyczne jak opisy Czarnego Lądu jawią się rozważania Mocka o uczuciach; policjant zastanawia się, czy związać się ze swą aktualną przyjaciółką Marią. Stabilizacja wygląda zachęcająco, jednak dziewczyna nie zawsze mu ufa, a jej matka wydaje się personifikacją lęków o teściowej…

Oczywiście, jak to u Krajewskiego, nie obędzie się bez przemocy, seksu, dewiacji i  nadmiernych ilości alkoholu. Będziemy przyglądać się bohaterowi zza jego pleców, gdy raczy się przysmakami w restauracjach i nie unikniemy doświadczenia złości, gdy zapomni o wyczyszczeniu butów. To Mock jakiego znamy. Pisarz zapowiada już, że pracuje nad kolejną opowieścią o policjancie z Breslau. Podobno dowiemy się, dlaczego porzuca karierę naukową i zostaje policjantem. Czekamy zatem do lata 2018 roku.

You Might Also Like

1 Comment

  1. Gandalf says:

    Musimy przyznać, że faktycznie udało nam się wrócić do dobrze znanego świata. „Mock. Ludzkie zoo” to książka, która wciąga i trudno się z nią rozstać aż do finału. Polecamy i ją i całą serię. 🙂 Świetna recenzja!

Comments are closed.