Z biblioteki

„Małe życie” Hanyi Yanagihary – analiza cierpienia

Nie będę ukrywać – pierwsze strony powieści Yanagihary Małe życie budziły moją irytację i zawód – nie jestem  miłośniczką fabuł o dorastaniu w wielkim mieście. Nie miałam ochoty na śledzenie opowieści o sukcesach i porażkach czterech mężczyzn. Tym razem liczne teksty na temat powieści, które ukazywały się w sieci i w prasie, zmusiły mnie w pewien sposób do pozostania przy książce – wiedziałam bowiem, że nie o Bildungsroman tu chodzi, ale o opowieść o czymś wielkim. Dla mnie, teraz mogę to świadomie stwierdzić, jest to historia o przyjaźni i cierpieniu, ale przede wszystkim o pełnym napięć spotkaniu tych wartości.

Nowy Jork i czterej mężczyźni

JB to malarz, Malcolm jest architektem, Willem zostaje aktorem, a Jude prawnikiem. Ich profesje są jednak drugorzędne. Dla pisarki najważniejsze są relacje między nimi, a dokładniej stosunek trzech przyjaciół do Jude’a. Co prawda, poznajemy ich pochodzenie, najbliższą rodzinę, pragnienia, jednak oni zostają odsunięci przez autorkę na drugi plan, byśmy bez żadnych utrudnień mogli śledzić fragmentaryczną rekonstrukcję losów najbardziej tajemniczego spośród nich, czyli Jude’a.  Podobnie jest z Nowym Jorkiem. Odnosimy wrażenie, że stanowi on jedynie pospiesznie skleconą scenografię, funkcjonuje jako symbol wielkiego miasta, w którym można osiągnąć życiowy sukces. Yanagihara rezygnuje z dookreślenia czasu wydarzeń, nie wprowadza informacji, które mogłyby w jakiś sposób tłumaczyć zachowanie postaci. Mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w laboratorium pisarza – badacza, który z niezwykłą skrupulatnością będzie analizował ludzkie cierpienie.

Majstersztyk kompozycji

Prawda o Judzie odsłaniana jest niespiesznie – wiemy, że zaczyna karierę prawniczą, jest człowiekiem, który niewiele mówi o swym pochodzeniu i dzieciństwie. Z biegiem czasu okazuje się jednak, że ma po temu swoje powody – został porzucony przez rodziców, początkowo wychowywany w klasztorze, trafił później do domu dziecka i rodzin zastępczych.  To bohater, który „nosi swoje życie na własnej skórze, (…) jego biografia wyryta jest w jego ciele i jego kościach.” Konsekwencją doświadczeń z dzieciństwa są dwie rzeczy: samookaleczanie i sposób myślenia o sobie, jako o człowieku, który nie zasługuje na nic dobrego. Przemoc i wykorzystywanie, jakich doświadczył Jude, wydają się w swym natężeniu nieprawdopodobne. Tu jednak warto skorzystać  z sugestii autorki, która przekonuje o wykorzystaniu w powieści konwencji baśniowej. Jeśli będziemy czytać  Małe życie jako powieść realistyczną, będziemy zarzucać pisarce nieprawdopodobieństwo wydarzeń, ograniczenie tła i sentymentalizm. Jeśli jednak odrzucimy te założenia, możemy spojrzeć na tę powieść jako symboliczną opowieść o cierpieniu. Yanagihara nie chce nas epatować obrazami doświadczeń Jude’a – dzięki zabiegom kompozycyjnym dawkuje je nam we fragmentach możliwych do zniesienia.

Czy pozwolić na śmierć komuś, kogo kochasz?

Jude otoczony jest przez przyjaciół, zostaje adoptowany już jako dorosła osoba, jego kariera rozwija się w zawrotnym tempie. To jednak nie zmienia jego sposobu myślenia o sobie. Jedyną przestrzenią, w której czuje się pewnie, jest praca – nad wszystkim może w niej zapanować, jest zdeterminowany i konsekwentny. Niestety, te dwie cechy wykorzystuje również w działaniach autodestrukcyjnych wobec siebie. Yanagiharze udało się w doskonały i przejmujący sposób pokazać zarówno cierpienie Jude’a jak i ludzi, którzy są blisko niego. Jakie są granice przyjaźni? Czy można ratować człowieka, którego kochamy, pomimo iż jedyną rzeczą o jakiej on marzy jest zniknąć? Jedynym sposobem odzyskania władzy Jude’a nad jego ciałem jest jego niszczenie, tak samo paradoksalnie wydaje się, iż najlepszym sposobem na okazanie mu przywiązania jest danie wolnej ręki w decydowaniu o odejściu.

Szantaż emocjonalny

Podobno autorka książki stosuje wobec czytelnika szantaż emocjonalny, zmuszając go do przyglądania się drobiazgowym analizom stanów uczuciowych bohaterów. To prawda, czujemy się w pewien sposób przymuszeni – kiedy już wejdzie się do świata powieściowego, trudno przerwać lekturę. Czy decyduje o tym kompozycja, czy granie na emocjach czytelników, czy po prostu oryginalna konstrukcja postaci? Nie wiem, jak odpowiadają inni. Dla mnie urzekające są wszystkie trzy elementy, dodaję jeszcze do listy przejmujący obraz przyjaźni, która tu w odróżnieniu od innych  współczesnych związków opiera się upływowi czasu.

 

 

You Might Also Like