Z biblioteki

Ludzie, którzy nie mają domu (Katarzyna Boni, Wojciech Tochman „Kontener”)

To dobrze, że ta książka ma tak niepozorne rozmiary – przytłaczające historie wysłuchane przez reporterów byłyby nie do zniesienia w nadmiarze. Boni i Tochman jadą do Jordanii, gdzie przebywają uchodźcy z ogarniętej wojną Syrii. Rozmawiają z nimi, słuchają, zapisują i zatrważają czytelnika.
Książkę otwiera i zamyka epizod z dziennikarzami, którzy są w drodze – przybywają do Jordanii, potem wracają do Polski. Tym różni się ich położenie od sytuacji ludzi znajdujących się w obozach dla uchodźców – Boni i Tochman mają dokąd wrócić, mogą to zrobić w dowolnym momencie.

„Kontener” zaczyna się od informacji dotyczących konfliktu zbrojnego w Syrii – to dobre przypomnienie dla czytelnika, który być może w zalewie informacji w mediach stracił już rachubę dotyczącą czasu trwania wojny domowej czy ofiar. Potem pojawiają się kolejni bohaterowie opowieści, których łączy jedno – są ludźmi, którzy utracili w wyniku wojny swój dom. Okazuje się, że wraz z tym wydarzeniem ich życie wywraca się do góry nogami. Tracą poczucie bezpieczeństwa, sens życia, szacunek do siebie i poczucie ludzkiej godności. Mieszkają w namiotach na terenie obozu i poza nim, w obozie na terenie dawnej fabryki, ci zamożniejsi mogą pozwolić sobie na mieszkanie w kontenerze. Nie mogą jednak pracować: Jordania chroni swój rynek pracy przed uchodźcami, co prowadzi do różnorakich nadużyć. Pomoc humanitarna nie zawsze wystarcza, trzeba pracować, żeby utrzymać rodzinę, ale też, by nadal czuć do siebie szacunek.

Obóz dla uchodźców jawi się w książce Boni i Tochamana jako osobny świat, którym rządzą inne prawa. Ludzie stłoczeni na małej przestrzeni, w poczuciu, że stracili dorobek całego życia, doprowadzeni zostają na skraj szaleństwa. Wykorzystywanie, przemoc, gwałty są tutaj na porządku dziennym, choć i tak to wydaje się lepsze niż to, co pozostawili w Syrii. Niezwykle przejmujące są fragmenty dotyczące dzieci – przerażonych, będących niejednokrotnie świadkami śmierci najbliższych, dzieci, które osiwiały z przerażenia. Mają prawo do nauki, jednak wiele z nich pracuje, by utrzymać swoje rodziny – ich przecież nikt nie ukarze jak dorosłych, gdy złamią zakaz zatrudniania.

Reporterzy stosują różne zabiegi formalne, by oddać bogactwo opowiadanych losów: rozdział „W mieście Ramta” to rozmowa bohaterów, w „Na pustyni” rytm zmieniającym się obrazom nadają przesuwane między palcami koraliki, „W Syrii” jest zapisem zestawionych ze sobą różnych form relacji z ojczyzny, wszystkich związanych z przemocą: zapamiętanych bądź nagranych za pomocą telefonów. Autorzy pokazują, że Syryjczycy mieszkający w Zaatari są osaczeni w różnoraki sposób przez Syrię: rozmawiają ciągle o scenach przemocy, ludziach zatrzymanych, torturowanych i zabitych, a jednocześnie marzą o powrocie do domu, do miejsc, w których byli szczęśliwi. Nigdy bowiem nie przestali być ludźmi, choć chcielibyśmy ograniczyć narrację o nich do liczb i kwot. Tochman  i Boni przypominają o ludzkiej twarzy uchodźcy.

You Might Also Like