Nowość z księgarskich półek

„Rok królika” Bator – ale o co chodzi?

Najnowsza powieść Joanny Bator „Rok królika” raczej nie zachwyci miłośników „Piaskowej Góry” czy nawet „Ciemno, prawie noc”, do których się zaliczałam.  Nie jest też tak, że oczekuję od pisarki powielania sprawdzonych już rozwiązań. Mamy dwie możliwości: albo nie zrozumiałam zamysłu artystycznego Bator, albo trudno w przypadku tego utworu  mówić o udanym koncepcie. To opowieść, w której nagłówki z tabloidów mające grać istotną rolę w obrębie fabuły, wniknęły, niestety, w sposób konstruowania świata przedstawionego, odbierając mu, właściwe dla dotychczasowych powieści Bator pogłębienie.

Bohaterką powieści „Rok królika” jest pisarka, Julia Mrok, autorka romansów historycznych sprzedających się w dużych nakładach, które nawet doczekały się adaptacji filmowej. Kobieta, żyjąca w dość niestandardowym związku (nie zdradzam szczegółów), podejrzewająca zdradę mężczyzn, postanawia zmienić tożsamość i porzucić dotychczasowe życie. Organizuje nowe dokumenty na nazwisko Anna Karr i wyjeżdża do Ząbkowic Śląskich, bo w jednym z tabloidów przeczytała o  morderczym króliku, który atakuje mieszkańców miasta. Ząbkowice Śląskie kiedyś nazywały się Frankenstein, dodatkowo mamy rok 2011 i trzęsienie ziemi w Japonii. Nie bez powodu wymieniam te elementy w jednym zdaniu, chcąc pokazać, z jakim nagromadzeniem klisz i popkulturowych znaków mamy tu do czynienia. Jest jeszcze jednak kwestia – Julia Mrok wychowywała się w domu dziecka, nic nie wie o swym pochodzeniu i porzucenie dotychczasowego życia jest początkiem poszukiwania prawdy o sobie. Ta kumulacja pomysłów sprawia, że mamy do czynienia nie z brawurową opowieścią, ale raczej z pełną dziwnych uproszczeń fabułą, w której grafficiarz rozmawia z bohaterką, jakby był postacią z filmów Lyncha, a tajemniczy morderca kobiet, opisywany w prasie, nagle atakuje Annę Karr, angażującą się nie wiadomo dlaczego do pracy w „Spa pod Królikiem”, które umożliwia eutanazję. Czytając tę powieść, czułam się jak w sklepie z artykułami z Chin za 4,50 – wszystkiego jest pełno na półkach, ale nic z rzeczy na nich umieszczonych nie przyciąga uwagi.

Bator w wywiadach zwraca uwagę na to, że „Rok królika” jest opowieścią o pisaniu i kryzysie twórczym. Chwytam ten trop, aby uratować książkę choć fragmentarycznie. Ciekawią mnie w niej wszystkie te elementy odnoszące się do opowiadania, snucia opowieści nie tylko zawodowo, jak robi to Julia Mrok, ale też w odniesieniu do życia. Bohaterka wymyśla opowieść o swoim dzieciństwie, konstruuje je z zasłyszanych opowieści, wniosków wyciągniętych z drobiazgowych informacji. Jako pisarka buduje światy przedstawione swoich książek, zakotwiczając je w otaczającym ją świecie. Wspomniane już nagłówki z tabloidów są też alternatywną opowieścią o rzeczywistości, w której żyjemy, emanacją fantazji i lęków. Nie ma tu prawdy, są tylko kolejne wymyślane wersje.

Estetyka rodem z powieści grozy czy kryminału, schematy romansowe kierują też naszą uwagę w stronę estetyki kampu. To kolejna z prób obrony tej powieści. Czy zasadna? Zostawiam Państwu rozstrzygnięcie tej kwestii.

 

You Might Also Like