Nowość z księgarskich półek

„Król” Twardocha – czy trzeba się wstydzić?

„Król” Szczepana Twardocha doczekał się wreszcie lektury – odleżał w kolejce na mojej półce dwa miesiące, można by powiedzieć – „jak figa się ucukrował, jak tytoń uleżał.” Ciągle było coś ważniejszego do przeczytania albo pojawiała się świadomość, że co jak co, ale Twardochowi należy się trochę czasu i spokojnej lektury, nie dla niego tramwaje poznańskiego MPK.

Miałam więc czas, żeby przyjrzeć się temu, co o „Królu” piszą inni recenzenci i blogerzy, podsłuchiwałam rozmowy innych czytelników. I z tego, co do mnie dotarło, powinnam wstydzić się mojego pozytywnego odbioru książki, w dobrym tonie jest dąsać się na nią i zarzucać pisarzowi, że nie jest tym, kim chcielibyśmy go widzieć.

W żadnej z powieści Twardoch nie był orędownikiem złożonych, ciekawych postaci kobiecych. Tak samo jest w „Królu”, pisarz korzysta ze schematów świętej i prostytutki, oba uzupełniają doskonale konstrukcję postaci Szapiry, który mógłby stać się wzorcem z Sèvres wcielonego testosteronu – gdyby taki istniał. Miłośnik przemocy, mężczyzna o nieposkromionej energii i niezaspokojonym apetycie seksualnym, zdobywca pokonujący wszelkie przeszkody. Jednocześnie czuły ojciec, wcześniej opiekun swego brata, zwolennik wolności i różnorodności polskiego społeczeństwa. Gotów do poświęcenia dla przyjaciół, ceniący lojalność ponad wszystko. Bokser, gangster, Żyd, król. Zdrajca i mitoman. Wielość rzeczowników, za pomocą których można opisać Jakuba Szapirę, stanowi dla mnie zaletę tej powieści, choć mam świadomość, że wymienione przeze mnie role wielokrotnie już pojawiły się w kulturze popularnej w podobnej konfiguracji.

Cenię u Twardocha umiłowanie detalu – skłonność do nazywania materiałów, z których uszyte są ubrania bohaterów, opisywania kolorów, typów i zapachów. Tylko u tego pisarza dowiaduję się, co kryje w sobie szafka, która staje się elementem scenografii w ostatniej erotycznej scenie w powieści. Modele samochodów, broni, potrawy budują świat przedstawiony w najmniejszych uwodzących szczegółach.

Książka Twardocha oparta jest na opozycji, powielaniu i powtarzaniu. Pisarz, kreując świat przedstawiony, buduje go wokół konfliktu polsko-żydowskiego. Międzywojenna Warszawa dzieli się na części zdominowane przez Polaków albo przez Żydów, zdarza się, jak często zwraca na to uwagę narrator, że ludzie funkcjonują tylko w jednej z nich. Obie nacje nie darzą siebie szacunkiem, ta niechęć podsycana jest jeszcze przez polityków i pojawiające się ruchy nacjonalistyczne, wspierane niejednokrotnie przez rządzących. Getto ławkowe, bieda, antysemityzm  sprawiają, że wśród marzeń żydowskich bohaterów pojawia się państwo Izrael, świat, gdzie  można zacząć wszystko od nowa. Jenak nie wszystko w życiu człowieka zależy od naszych decyzji. Tu pojawia się kolejne  wcielenie, po morfinie i drachu, siły sprawującej władzę nad ludzkim istnieniem – kaszalot unosi się nad Warszawą, obserwując poczynania bohaterów. On sąsiaduje z Wenus z Willendorfu, uosabiającą żywotność, biologiczne pragnienie przetrwania.

Ta potrzeba  sąsiaduje z imperatywem opisania przeszłości – narrator, który opowiada o swoim życiu jako dojrzały człowiek, nie zawsze bywa z nami szczery. Początkowo nie wiemy dlaczego, przeczuwamy jedynie, że  trudności z wyjawieniem prawdy są pochodną kłopotów z pamięcią, jakie ma przebywający w Izraelu mężczyzna, weteran walk o niepodległość swojej ojczyzny.  Nie chcę zdradzać zabiegu narracyjnego i jednocześnie kompozycyjnego Twardocha, ale pisarz świetnie pokazuje, jak funkcjonuje mechanizm upiększania przeszłości, uciekania w wyobrażenia, niekonfrontowania się z prawdą. To, co wymyślone, jest zdecydowanie barwniejsze niż życie. Zdaję sobie sprawę z ogólników dotyczących sposobu skonstruowania postaci narratora, jednak większe uszczegółowienie tej wypowiedzi, będzie wiązało się z zarzutem, że zdradzam tajemnice fabuły.

„Król” nie jest  opowieścią o ludziach dobrych, pokrzywdzonych przez los. Twardoch portretuje gangsterów, niestroniących od przemocy, zabijających z zimną krwią, niemających litości wobec tych, z których ściągają haracze. Zło jest fascynujące, również dzięki wykorzystaniu narracji pierwszoosobowej – przyglądamy się temu światu z jego centrum. Broń nosi się tutaj w świetnie skrojonych spodniach, a z dziećmi czyta „Szatana z siódmej klasy”. To nic, że czasem trzeba poćwiartować czyjeś ciało – taki już gangsterski los.

You Might Also Like