Z biblioteki

Kłamstwo jako fundament małżeństwa

Lancelot i Mathilde pobierają się po bardzo krótkiej znajomości, zaraz po skończeniu studiów. Śledzimy ich losy od dzieciństwa aż po śmierć, przedstawione nam przez autorkę niezgodnie z chronologią, w przebłyskach, które uświadamiają nam motywacje bohaterów. Jednakże centralnym doświadczeniem nie tylko egzystencjalnym, ale też budującym opowieść, jest związek tych dwojga ludzi. Losy ich małżeństwa zostają opowiedziane z dwóch perspektyw – najpierw przez Lotta, później przez Mathilde. O ile opowieść mężczyzny jest uporządkowania, pokazuje rozwój relacji w czasie, o tyle wersja Mathilde pojawia się dopiero po śmierci męża, gdy kobieta uzupełnia nam znaną już historię.

Chciałabym jednak zatrzymać się na chwilę przy kwestii kompozycji tej powieści i narracji, w której pisanie i opowiadanie zostało również stematyzowane w obrębie świata przedstawionego. Nie mamy tu do czynienia z narracją pierwszoosobową, w każdej z dwóch części powieści zogniskowanej wokół  jednego z bohaterów, autorka wprowadza narrację personalną –  opowieść snuje trzecioosobowy narrator, który dominuje nad światem przedstawionym, dopowiada swe komentarze w kwadratowych nawiasach. To on wie, jak wyglądało życie małżonków, dopuszcza do głosu ich wersję, filtrując ją. Pytanie, kto opowiada czy kto pisze jest istotne również w historii Lancelota, zwanego Lottem, i Mathilde – chociaż to on jest dramatopisarzem, święci tryumfy na wielu scenach, ona poprawia jego sztuki, jest nie tylko redaktorem, ale moglibyśmy powiedzieć, że również współautorką.  Jednak nigdy nie przyznaje się do nocnych poprawek tekstów męża.

Oprócz opowiadania drugą istotną w tej powieści kwestią jest sprawa małżeńskiej relacji bohaterów. Wielka miłość od pierwszego wejrzenia, namiętność, bezgraniczne oddanie małżonków i wzajemne uzupełnianie się zostają podane w wątpliwość, gdy zestawiamy ze sobą wersje Lotta i Mathilde. Ofiarność staje się przebiegłością, wspieranie zamienia się w wykorzystywanie, a „święta” żona odsłania twarz manipulantki. Według mnie wartość tej książki polega właśnie na ciągłym stawianiu w opozycji wobec siebie dwóch sposobów widzenia świata, na niepokoju, który rodzi się, gdy obserwujemy ludzkie relacje odarte z idealizacji. Nie jesteśmy bowiem doskonali, choć chcielibyśmy czasem jak bohaterowie zanurzyć się w ułudzie sztuki i zapełnić pustkę żonglerką cytatami z Szekspira. Imiona, które autorka nadaje bohaterom – Lancelot, Gawain, Roland – wskazywane przez recenzentów jako dowód błyskotliwości Groff i aluzyjności jej prozy, dla mnie są raczej znakiem pustki czającej się za znanymi formułami. Trzej męscy bohaterowie niewiele wspólnego mają ze swymi literackimi poprzednikami, tak jakby autorka chciała nam powiedzieć: nie zadowalaj się tym, co znasz, nie patrz na to, co pozornie znane, przeczytaj wydawałoby się przewidywalną i banalną historię małżeństwa jako opowieść o konfrontacji pozoru z rzeczywistością. Ale co jest pozorne, a co prawdziwe tego się nie dowiemy – wszystko zależy bowiem od punktu widzenia.

You Might Also Like