Nowość z księgarskich półek

Karpowicz tym razem nie dał rady – „Miłość”

Miłość  Ignacego Karpowicza to literacki patchwork, sięgnięcie po różne języki, odmienne stylistyki i gatunki. Książka składa się z trzech opowiadań: jedno dotyczy skomplikowanych relacji Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów, drugie to opowieść science fiction o przyszłości, w której nie ma miejsca dla osób homoseksualnych nazywanych odwrotnikami, trzecie to baśń o przyjaźni i sprawiedliwości. Oprócz  nich pojawiają się również fragmenty przypominające pamiętnik pisarza, który dzieli się z czytelnikami przemyśleniami na temat swojej orientacji seksualnej. Podsumowując, cztery historie łączy jeden problem. Można tę multiplikację odczytywać jako próbę zmierzenia się z doświadczeniem niewyrażalnym, albo chociaż trudno werbalizowalnym. Sytuacja osób homoseksualnych w społeczeństwie, ich stosunek do siebie samych, relacje z bliskimi to ważkie kwestie, jednak czy podejmowanie tego samego zagadnienia w trzech odsłonach nie jest dla czytelnika nużące?  Czy od literackości ważniejsza nie okazuje się teza, którą Karpowicz skrupulatnie uzasadnia, iż do pełnej akceptacji siebie i autentycznego funkcjonowania w świecie potrzebna jest prawda w odniesieniu do naszej seksualności.

Każde z opowiadań zostało opatrzone tytułem odnoszącym się do Platona.  Nawiązanie do tradycji europejskiej filozofii, transcendentalnych wartości, jakimi są prawda, dobro i piękno powoduje, iż odnosimy wrażenie, że w Miłości  będziemy mieli do czynienia z kwestiami fundamentalnymi, ba, w ten porządek zostaje wpisana kwestia tożsamości seksualnej.  Jednak szkicowość zarysowanych fabuł i postaci (tę ocenę można by zawiesić jedynie w odniesieniu to pierwszego z opowiadań) generuje niestety efekt nieprzystawalności, sprzeczności między patosem (oczywistym dla każdego, kto zna myśl Platona) a brakiem pogłębienia motywacji psychologicznej czy dbałości o dookreślenie realiów, w których toczą się wydarzenia.

Jesteśmy w świecie demonstracyjnie manifestującym swą literackość. Dzieje się to na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze we wszystkich fragmentach składających się na Miłość  pojawiają się powtarzane imiona czy rekwizyty: Tuszka i Pies, figurka z wielorybią matką i jej dzieckiem, smak piołunu, motyw relacji dwóch mężczyzn, w którą wpisana jest kobieta – to wracające na prawach refrenu elementy. Powtórzenia dotyczą też tekstu– to, co Jarosław napisał dla swojego ukochanego, pojawia się we fragmentach odautorskich komentarzy. Te sygnały wydają się budować spójność między światami przedstawionymi.

Poza tym trudno uniknąć skojarzeń ze sztucznością czy wręcz teatralnością postaw i sytuacji. Motyw teatru zostaje stematyzowany w opowiadaniu Piękno: Anna organizuje przedstawienie na urodziny Iwaszkiewicza, towarzysząca temu kurtyna wisi jeszcze po przedstawieniu, a tekst Snu nocy letniej Szekspira zostaje zaktualizowany poprzez wprowadzenie do niego elementów z otaczającej postaci rzeczywistości. Z kolei bohaterka drugiego opowiadania, zrealizowanego w konwencji science fiction, mówi o udawaniu, odgrywaniu siebie samej. Wszyscy w  tych opowieściach zdają się uwięzieni w obrębie form narzuconych przez relacje międzyludzkie lub szerzej pojmowane społeczeństwo. No cóż, diagnoza to nie nowa, tym razem jednak podstawowym kryterium  staje się orientacja seksualna.

W kontekście prawdy o człowieku przywołana zostaje też opozycja między życiem prawdziwym a symulowanym. Dla narratora literatura  to życie zastępcze, jedyna przestrzeń, gdzie może wyrażać emocje. Trudno  nie uznać tego pomysłu Karpowicza za paradoskalny: odwoływanie się do jasno określonych konwencji gatunkowych, a co za tym idzie, powtarzalność rozwiązań, korzystanie z literacko wyeksploatowanych np. przez romantyzm motywów spotkania żywych z umarłymi, ożywczego kontaktu z przyrodą, melancholijnych rozmyślań na cmentarzu, pogłębia raczej poczucie dominacji sztuczności nad rzeczywistością. Dwa opowiadania – toczące się w przyszłości Dobro  o losach pisarza – odwrotnika, którego losy w totalitarnie zorganizowanej rzeczywistości, nastawionej na unifikację,  nie mogą skończyć się szczęśliwie oraz opowieść o księciu Orjanie zdają się dość sztampowo skonstruowanymi powiastkami, które jak to bywało od czasów oświecenia, mają udowodnić tezę; tu o trudnościach stojących przed osobami homoseksualnymi, które spełnienia mogą doznać jedynie po śmierci, przypominając średniowiecznych kochanków, Tristana i Izoldę.

Opowieści o homoerotycznej miłości Karpowicz przepuszcza przez tyle literackich filtrów, że nie mogę pozbyć się wrażenia, iż życie tutaj toczy się jedyne w świecie przedstawionym. Postaci nie przekonują do siebie, są jedynie marionetkami poruszanymi po to, by pokazać opresyjność świata wobec osób homoseksualnych. Nie kwestionuję tej prawdy wynikającej z obserwacji rzeczywistości, odrzucam wersję opowieści o tym, którą serwuje mi Karpowicz. Najlepszym sposobem podsumowania niech będą słowa narratora: „Mierzyłem w literaturę, a trafiłem w terapię”.

You Might Also Like