Nowość z księgarskich półek

„Jeremiasz” Piotra Nesterowicza- nadmiar, nadmiar

Odcięte głowy, prowincjonalne miasteczko i pojawiający się w nim śledczy. „Jeremiasz” Piotra Nesterowicza zaczyna się jak kryminał. Nie jest nim jednak, nie każda powieść o takim początku musi być kryminałem. Kłopot z tą książką polega jednak na tym, że ucieczka od jasno rozpoznawalnych konwencji zaprowadziła pisarza na literackie manowce.

Tytułowy bohater to śledczy, Polak, współpracujący z carskim aparatem policyjnym. Nieślubny syn kobiety odrzuconej przez społeczność, ofiara prześladowania w dzieciństwie, zdrajca rodzinnych tradycji: stryj to szlachcic pełną gębą, prawdziwy Sarmata z dworkiem za plecami, a kuzyni – ofiary represji zaborców. Gdzieś w tle majaczą odwołania do „Nad Niemnem” i losu powstańców z 1863 roku. Akcja powieści toczy się pod koniec XIX wieku, na scenę wchodzą już anarchiści i socjaliści, nie tylko powstańcy oddający życie za wolność narodu. Wraz z pojawieniem się przemysłu ujawniają się nowe grupy interesu (robotnicy), które na Podlaszu, jawiącym się w powieści  jako centrum świata, zetkną się z mniejszością Żydowską, sektą biegunów czy starowiercami.
Ten kulturowy tygiel jest interesujący, chociaż pojawia się w powieści jedynie po to, by każda z grup mogła stać się adresatem proroctwa głoszonego przez Jeremiasza. Bo młody śledczy odkrywa w sobie moc widzenia przyszłości, wygłasza zdania biblijnego proroka, ostrzegając przed złem, które się zbliża. Pomysł uczynienia z młodego śledczego proroka jest dość brawurowy, jednak nie daje nam wiele poza znaną już opozycją między tym co emocjonalne i rozumowe (naukowe). Jeremiasz niczemu nie zapobiega, przez swoje proroctwa zbliża się jedynie do szaleństwa, a raczej „bezrozumności”, uznany zostaje  jurodiwym, choć jego ostatni gest, zamykający powieść, trudno zapisać do katalogu zachowań typowych dla nawiedzonych.
Powieść zaczyna się jak kryminał: Jeremiasz przyjeżdża do Supraśli, by zająć się tajemniczymi morderstwami: fabrykant, mnich i właściciel tartaku giną w dość makabryczny sposób: ktoś odcina im głowę. Ten wątek jednak zostanie dość szybko porzucony na rzecz poszukiwań Przeciwnego, tajemniczego mężczyzny, którego Jeremiasz poszukuje od dawna. Czy Przeciwny powiązany jest z morderstwami? Okazuje się, że tak, podobnie jak można odnieść wrażenie, że stoi za wszelakim złem, które pojawia się na Podlaszu. To interesujący pomysł: tajemniczy Przeciwny odpowiedzialny jest za pogrom, zabójstwa, przemoc, wzbudzanie chaosu. Całe zło świata pochodzi nie z ludzi, którzy żyją tu i teraz, ono przychodzi z zewnątrz. Pojawia się tajemniczy „duch, który przeczy” (odsyłam do „Fausta” i charakterystyki Mefistofelesa), z nim próbuje walczyć Jeremiasz zestawiany z  don Kichotem. Nesterowicz często i chętnie odwołuje się w swojej powieści do innych tekstów, wpisując Podlasze w kontekst kulturowy, by pokazać, że ono staje się przestrzenią symbolicznej walki dobra ze złem. Jesteśmy w momencie jakiegoś przesilenia, kiedy panujący dotąd ład się wyczerpuje, a rozum nie wystarcza do poznania i opisu rzeczywistości. Stąd profetyzm, szaleństwo, religijne natchnienie. I niestety, chaos i niejasności. Dosyć ciekawy wątek poszukiwania własnej tożsamości przez Jeremiasza obudowany zostaje próbą diagnozy stanu świata, i to, niestety, nie wypada przekonująco.
Czytałam tę pięciuset stronicową książkę ponad tydzień, to nie było ćwiczenie slow mind,  o jakim mówił  w odniesieniu do objętości swojej książki Nathan Hill ani rozkoszowanie się opisanym światem Podlasza (do dziś nie wiem, dlaczego nie mogło po prostu pozostać Podlasie?). To było raczej niekończące się poczucie zagubienia, nadmiaru wątków, których nie nanizano na sznureczek logiki. Gdyby nie recenzja, rzuciłabym książkę w kąt. Nie przekonują mnie ani bohater, ani koncept historiozoficzny, ani styl obciążony nadmiarem przymiotników i przysłówków. Może przeczytałam ją zbyt wcześnie: to dobra lektura adwentowa albo wielkopostna – można potraktować ją jako rodzaj pokuty.

You Might Also Like

Dodaj komentarz