Nowość z księgarskich półek

„Góra Tajget” Anny Dziewit-Meller

Jestem wdzięczna Annie Dziewit-Meller, że zdecydowała się w swej najnowszej powieści na poetykę fragmentu – jedynie w takiej formie wydarzenia przez nią opisywane mogą być przez czytelnika przyjęte do wiadomości. Tytuł książki – „Góra Tajget” odwołuje się do miejsca, gdzie zgodnie z utrwalonymi przez kulturę opowieściami, Spartanie zabijali swe dzieci uznane za nieprzydatne dla społeczności. W ten sposób autorka sygnalizuje nam podejmowaną przez siebie tematykę, dodatkowo wprowadza jeszcze kontekst judeochrześcijański, oddając głos diabłu w pierwszych słowach tekstu.

 

„Góra Tajget” zaczyna się sceną współczesną – jeden z bohaterów książki – Sebastian – budzi się rano, po tym jak dzień wcześniej świętował narodziny swej pierworodnej córki. Wraz z jej przyjściem na świat w jego głowie pojawiają się lęki dotyczące dziecka, ale też tego, jaki świat mu pokazać – co w jego opisie uwypuklić, a jakie elementy zataić. Sebastian to właściciel apteki, zajęty budowaniem swojego bezpiecznego i dostatniego życia aż do momentu, gdy pojawia się jego nauczyciel historii z liceum. Mężczyzna próbuje go zaangażować w upamiętnienie śmierci dzieci z miejscowego szpitala, które zginęły w ramach akcji T4 prowadzonej w czasie okupacji między innymi w Lublińcu. Jednak czy współczesny świat, pełen przyjemności i hoteli SPA potrzebuje pamięci o eugenicznym eksperymencie, który był preludium do Zagłady?

 

Dziewit-Meller pokazuje jednak, że od pewnych kwestii nie można uciec, wprowadzając kolejnych bohaterów związanych  w różnoraki sposób  w czasie okupacji z historią Śląska. To dzięki niej istnieją obok siebie w świecie przedstawionym akcja T4, zarówno z jej sprawcami jak i ofiarami, przemoc wobec kobiet w czasie wojny, młodzi Ślązacy wcielani do Wehrmachtu i wywożeni na roboty do Niemiec, tkwiący w różnoraki sposób w dramatycznym uścisku między tym, co polskie albo niemieckie.  Wszystkie te kwestie dotykają Sebastiana i jego rodziny, choć on nie chce o tym wiedzieć ani myśleć – jego teść to dziecko ocalone ze szpitala w Lublińcu, a ciotka żony – Zefka – została zgwałcona przez Rosjan. Można oczywiście zarzucić pisarce, że to wszystko już gdzieś widzieliśmy bądź czytaliśmy, jednakże według mnie niezaprzeczalną zaletą tek książki jest zestawienie tych historii obok siebie. Autorka pokazuje, jak te różne nitki łączą się ze sobą, tworząc skomplikowaną materię życia.

 

Cenne są także pomysły kompozycyjne i stylistyczne pisarki. Kiedy przekazuje opowieść Zefki o pobycie na robotach w Niemczech odwołuje się do konwencji baśniowej. Żeby wprowadzić historię Adolfa Hitlera jako dziecka, narratorka „wysyła” Sebastiana i jego rodzinę do muzeum zabawek w Norymberdze (!). Motyw świata jako teatru, pojawiający się w finale opowieści, nie napawa nas optymizmem. Nasze życie okazuje się niewiele warte wobec igraszek losu czy miażdżących trybów historii.

You Might Also Like