Z biblioteki

Eseje o literaturze – Ryszard Koziołek „Dobrze się myśli literaturą”

Przed kilkoma tygodniami jeden z moich uczniów zadał mi pytanie: po co czytać? Oczekiwał innych argumentów niż ten o rozwijaniu wyobraźni i doskonaleniu słownictwa, którymi szkoła karmi wątpiących. Zasugerowałam wtedy, że książki pozwalają nam przyglądać się światu z wielu perspektyw, dają wgląd w intymne przemyślenia i uczucia, a co za tym idzie, pozwalają nam lepiej zrozumieć innych. Nie miałam jeszcze za sobą lektury książki Ryszarda Koziołka, dziś mogłabym z pełnym przekonaniem użyć tytułu tej książki jako argumentu – warto czytać, bo „dobrze myśli się literaturą.”

Książkę otwierają deklaracje dotyczące wagi czytania, wyrażane z pełną świadomością stanu czytelnictwa w Polsce. Koziołek zwraca uwagę na kwestie, które już wielokrotnie były przywoływane, związane z kształceniem języka czy pobudzaniem emocji. Ciekawsza jest jednak perspektywa ukazująca relację między literaturą a światem/ życiem. Książka okazuje się, życiu niezbędna, ponieważ pozwala dostrzegać sensy świata, które w naszym funkcjonowaniu nie są tak oczywiste, ćwiczy nas w myśleniu, rozumianym tu jako świadome nazywanie i porozumiewanie się. Poza tym literatura ma możliwość budowania wspólnoty, ale też podejmuje kwestie dotyczące życia społecznego czy narodowego, usypiając nas bądź nie pozwalając zaznać spokoju.

Wachlarz tekstów, do których odnosi się Ryszard Koziołek, jest imponujący. Obok Kraszewskiego, Sienkiewicza i Prusa znajdują się Tokarczuk, Twardoch czy Springer, swym sąsiedztwem wskazując mechanizm działania czytelnika, który nie ogranicza się w swym lekturowych doświadczeniach. Fragmenty dotyczące „Lalki” Prusa czytanej przez pryzmat pracy Michaela J. Sandela o ekonomizacji życia, kolejny raz pokazują, jaki potencjał drzemie w książce pozornie dotyczącej jedynie kupca zakochującego się w pannie z arystokracji. Koziołek stawia Prusa obok Houellebecqa, wskazując polskiego pisarza jako doskonałego diagnostę rodzącej się nowoczesności, pełnej dylematów i niejednoznaczności.

 Wiele z rozpoznań autora potwierdza moje czytelnicze intuicje. Chyba każdy, kto zna książki Springera i widział go na spotkaniu autorskim, wie, jak dotykają go kwestie, o których pisze – jakże trafne okazuje się w tym kontekście nazwanie książek Filipa Springera mianem literatury zaangażowanej, z całą świadomością nobilitacji, jaka wiąże się z tym określeniem. Reporter, według Koziołka, uczy nas nowego patrzenia na otaczającą nas architekturę, pokazując, że w budynkach zapisana jest nie tylko historia rozwiązań technicznych, ale przede wszystkim opowieść o epoce, kiedy powstawały.

Autor komentuje książki, które należą do zestawu czytanych teraz – stąd „Drach” Twardocha czy „Sońka” Karpowicza, ale też przypomina nazwiska, o których ludzie niezajmujący się zawodowo literaturą słyszą rzadziej – jak Hanna Malewska czy Teodor Parnicki. Wszystkie one wiążą się z problemem sposobu przedstawiania historii w literaturze i konsekwencji wynikających z przyjętej przez autorów metody, która może prowadzić, jak w przypadku Jarosława Marka Rymkiewicza i jego diagnoz przeszłości,  nawet do wykorzystania literatury przez politykę.

Ryszardowi Koziołkowi udało się połączyć w swej książce zaskakujące, wieloaspektowe analizy omawianych tekstów z językiem, który nie tworzy bariery sprawiającej, że interpretacja literatury wydaje się zajęciem tylko dla profesjonalistów znających odpowiedni zestaw terminów. Trudno mi będzie, wracając do książki „Wschód” Stasiuka, wyzwolić się od określenia, którego używa autor, pisząc o narratorze tej prozy, iż jest „archeologiem badziewia i syfu.” Nie wiem, czy ktoś nazwał go dosadniej i …trafniej.

You Might Also Like