varia

Dlaczego nie napiszę recenzji „Pustych nocy” Jerzego Jarniewicza?

Ten tekst powstał jako zadanie w ramach kursu krytyki literackiej. Miałam napisać recenzję tomu Jerzego Jarniewicza „Puste noce”, za który poeta otrzymał Wrocławską Nagrodę Poetycką Silesius

 

Jako dziecko bardzo chciałam mieć kalejdoskop: układające się w niezwykłe kompozycje szkiełka fascynowały mnie przez swoje, wydawało się wtedy, nieograniczone możliwości. Obrazki były migotliwe i intrygujące – podobnie jest z Pustymi nocami Jarniewicza, z tą różnicą, że te teksty nie były przedmiotem moich marzeń.  Poszczególne utwory nawet robią na mnie wrażenie, ich fraza jest spokojna, nie rwą jej granice wersów, tytuły przyciągają uwagę, wydaje się, że tom układa się wokół  różnie pojmowanej pustki. No właśnie, wydaje się. Ten nieszczęsny czasownik,  proteza bezpieczeństwa zakazana w tekstach recenzentów, stanie się dzisiaj moją bronią.

Wieloznaczność poezji, tajemniczość języka, jego niereferencyjność, są dla mnie podstawową wartością twórczości dla „niektórych”, jak z wiersza Szymborskiej. Lubię chwilę z tekstami, zachwyt nad odświeżeniem słów, które zdawało się, już dawno utraciły wieloznaczność albo związek z innymi wyrazami. Często wiersze są inspiracją do dyskusji. Gdy mam zbudować spójną diagnozę dotyczącą tomu, czuję, jakbym przystępowała z cyrklem, który  tak przerażał Blake’a, do czegoś, co niejednoznaczne. Wiem, wiem,  mówienie o tajemniczości poezji to pójście na łatwiznę. Wszystko można rozpoznać, opisać, zmierzyć, wyliczyć, dokonać sekcji zwłok tekstu poetyckiego z prawdziwie „chirurgiczną precyzją”.

Ostatni raz pisałam o poezji w mojej pracy magisterskiej, trzeba było optymizmu absolwentki studiów polonistycznych, by napisać prawie sto stron o autotematyzmie, żonglując mądrymi terminami. Teraz więcej we mnie pokory, upodobania do fragmentu i wrażenia w lekturze poezji, niż potrzeby, a może umiejętności, stawiania hipotez interpretacyjnych i udowadniania ich skrupulatnie. Może to lęk wynikający z mojego zawodu: szkoła kojarzy się z zabijaniem przyjemności czytania i dlatego wolę pozostawiać przy wydaje się niż wiem. Irytuje mnie metaforyzacja recenzji tekstów poetyckich, komplikacja zdań, objaśnianie w sposób jeszcze bardziej złożony czegoś, co nie jest oczywiste.  Być może dlatego nigdy nie piszę o poezji na swoim blogu, jedynie proponuję wybrane teksty, które czymś zwróciły moją uwagę.

Gdy czytam recenzję, nie wiem, co jest ważniejsze: tekst poetycki czy wywód krytyka, świat czy jedynie jego reprezentacja jak w Liście strat filmu polskiego. Mogę notować na marginesach kwestie istotne: media, językowe klisze, samotność, miłość, banalność, wojna, zapamiętane, opowiedziane. Tyle rozpoznań z Jarniewicza, ja jednak „dezerteruję”, zabierając ze sobą Nie masz, nie masz Maryli:

„Noc, oszroniona gałąź, szeleści bez

liści, a blacha skrapla się benzyną,

stąd zapach nie do nie do zniesienia

i mrok. Czerwona diodka żarzy się

w krzywym kącie. Przekrwione

oko psa czy raczej papieros?

a przecież już wyszli. Za rok,

dwa zacznie świtać bez twojego

udziału, na pusto. Noc, jeśli

pachnie, to z siebie, kryształkami

lodu. Są słone, skrzą się.”

 

You Might Also Like