Z biblioteki

Ćpanie w Warszawie – Jakub Żulczyk „Ślepnąc od świateł”

„Ślepnąc od świateł” Jakuba Żulczyka to powieść o tygodniu z życia dilera narkotyków w Warszawie, która poprzez wykorzystywaną metodę twórczą przypomina nieco powieść naturalistyczną z drugiej połowy XIX wieku – decydują o tym ograniczenie pola obserwacji do jednej grupy, położenie nacisku na rywalizację motywowaną troską o dominację i przetrwanie najsilniejszych, akcentowanie w świecie przedstawionym tego, co skrywane, wstydliwe, związane z przemocą i biologią. Ta książka ma trzech bohaterów, powiązanych ze sobą w symbiotyczny wręcz sposób: handlującego narkotykami narratora, jego klientów i Warszawę. Czyta się ją doskonale, jednak można odnieść wrażenie, że autor manipuluje nami, celowo zaciemniając obraz rzeczywistości. Świat Warszawy obserwowanej przez mieszkańca czy przechodnia nie wygląda tak przytłaczająco, jednak być może wystarczy zmienić porę dnia i obserwowane osoby, by dojść do wniosków podobnych do refleksji w powieści Żulczyka.

Głównym bohaterem powieści jest Jacek, sprzedający najlepszą kokainę w Warszawie, dostarczający towar wszystkim tym, którzy zaludniają okładki kolorowych magazynów i zasiadają na kanapach w programach telewizji śniadaniowej. Do jego klientów należą też studenci, radzący sobie w ten sposób z nadmiernymi wymaganiami albo nudą, pracownicy agencji reklamowych, politycy, dziennikarze, znudzone życiem żony bogatych biznesmenów. Żulczyk tak konstruuje świat swojej powieści, że odnosimy wrażenie, iż nie ma ludzi w Warszawie, którzy mogliby pozwolić sobie na życie „na trzeźwo”. Pogarda, jaką narrator żywi wobec przedstawicieli klasy średniej, jest próbą uzasadnienia tego, kim się stał. Przyjechał do Warszawy, żeby studiować na ASP, potem zaczął pracę w agencji reklamowej, by później zająć się sprzedażą narkotyków. Ta przemiana „słoika”, jak sam o sobie mówi, w dilera daje wiele korzyści. Zarabia wiele pieniędzy, uniezależnił się od swojej rodziny, może żyć wygodnie i dostatnio. Problem Jacka polega jednak na tym, że on nie może już  funkcjonować poza światem narkotykowego biznesu, choć wydaje mu się, że jest lepszy, panuje nad wszystkim, a jego podstawową bronią oprócz pieniędzy jest pogarda. Bohater przypomina postaci szlachetnych przestępców z zasadami: Jacek słucha „Wariacji Goldbergowskich” i Strawińskiego, jest przeciwnikiem przemocy wobec kobiet, ale większych trudności nie przysparza mu zabicie człowieka. Wydaje mu się,  że dzięki swej inteligencji może przechytrzyć świat, którego stał się częścią, a ironia umożliwi mu utwierdzanie się w przekonaniu, że jest kimś lepszym. Nic bardziej mylnego: złe decyzje wspólników i jego zbytnia pazerność doprowadzą go do odrzucenia złudzeń.

Po przeczytaniu tej powieści można odnieść wrażenie, że życie bez narkotyków nie istnieje. Ludzie pracują, żeby mieć pieniądze na ćpanie, biorą, że sprostać wymaganiom ciągłej dyspozycyjności, kreatywności, by radzić sobie z funkcjonowaniem w niepewnym świecie. Jacek pisze o nich z pogardą, ponieważ postrzega siebie jako tego, któremu udało się wyrwać z systemu czyniącego z ludzi robaki ze złudzeniami sensu, jak obrazowo opisuje innych. Dziesięć lat funkcjonowania „w branży” pozwoliło mu utwierdzić się w przekonaniu, że każdy człowiek ma w swoim telefonie trzy numery: do szefa, kochanka/kochanki i do dilera. Oni troje zabezpieczają jego rojenia o sensie życia. Ludzie, według niego nigdy nie będą wolni ani szczęśliwi, ponieważ ciągle pragną czegoś więcej, a on zajmuje się sprzedażą złudzeń, że to jest możliwe. Podobnie bezlitośnie ocenia swoją przyjaciółkę – Pazinę – kobietę zawsze wybierającą mężczyzn, z którymi nie będzie mogła związać się na stałe, skupioną na powtarzaniu ciągle tych samych póz, nieszczęśliwej i nierozumianej przez nikogo singielki.

Najciekawszą bohaterką tej powieści okazuje się jednak Warszawa zaprezentowana w „Ślepnąc od świateł” jako miasto-potwór, przestrzeń nieprzyjazna, odbierająca człowiekowi jego wolność i poczucie panowania nad swoim życiem. Autor decyduje się na animizację metropolii, po to, żeby zmniejszyć dystans między człowiekiem a przestrzenią, nie unika również dosadnych porównań: „Miasto otwiera oczy, zamknięte w dzień, budzi się cicho i ciężko, przypomina schlanego mężczyznę. Jego powieki rozchylają się powoli, zmęczone, sklejone ropą (…) Miasto oddycha, ciężko, sapie, próbuje odkrztusić nagromadzoną w gardle flegmę, a jego oddech idzie prosto z flaków, kanałów, nieświeży i ciężki; jego serce łomoce jak wielki bęben.” Groza Warszawy, pokazanie jej z odrażającej strony wzmocnione jest niewątpliwie poprzez nocną scenerię wydarzeń, bo wtedy toczy się prawdziwe życie Jacka, pracującego w półmroku uczynionym przez nocne światła stolicy.

Warszawa nigdy nie śpi, w powieści ukazany jest świat ciągłej aktywności, sen jest incydentalny, bardzo często zamienia się w koszmar. Tytułowe oślepnięcie od świateł byłoby więc metaforą konsekwencji tak prowadzonego życia, niezgodnego z rytmem biologii i zasadami,  znakiem utraty rzeczywistej kontroli nad reakcjami. Imiesłów przysłówkowy wykorzystany w tytule sugeruje równoczesność wykonywanych czynności, tak jakby Żulczyk sugerował, że ślepnąc od świateł, jednocześnie wykonujemy inne aktywności – nie panując nad swymi zmysłami i pragnieniami, żyjemy.

 

 

You Might Also Like