varia

Co ja czytam?

Pierwsza odpowiedź na to pytanie brzmi: uczniowskie wypracowania i kolejny raz (z mniejszą bądź większą przyjemnością) lektury obowiązkowe. To jednak zupełnie nie przeszkadza mi w ciągłym kupowaniu i czytaniu rzeczy niekoniecznie związanych z pracą w szkole. Było ich w ostatnich tygodniach kilka, żadnej książce jednak nie potrafię poświęcić dłuższego tekstu. Więc będzie garść wrażeń:

  1. „Mury Hebronu” Stasiuka – zachwyt, odraza, podziw, przerażenie. To tylko kilka z rzeczowników, które zagościły w mojej głowie, gdy czytałam debiutancką książkę autora „Wschodu”. Podziw dla języka: od metaforyzacji do stylizacji na gwarę więzienną; zachwyt analitycznym opisem doświadczenia człowieka zamkniętego w klatce celi: od skupienia na ciele, po refleksje o czasie i miejscu. Dobrze, że autor daje nam opis życia więźniów w krótkich formach: mamy mikrozbliżenia na prysznice, parzenie herbaty czy akt masturbacji. Fragmenty, po których musimy złapać oddech. Aż damy się uwieść opowieści snutej przez doświadczonego więźnia dla młodego osadzonego. Czuję odrazę i współczucie.
  2. „Wiwarium” Jarosława Kamińskiego. Autor „tylko Loli” i „Rozwiązłej” potrafi doskonale portretować postaci kobiece. Tym razem bohaterem pierwszoplanowym jest mężczyzna, autor rezygnuje też z zagadki, która zazwyczaj pojawiała się w jego tekstach. Mimo tych zmian mamy świetne studium dojrzałego mężczyzny, ojca i byłego męża, pracownika naukowego, bywalca mediów, który dzięki zbiegowi okoliczności nie wsiada na pokład Tupolewa 10 kwietnia 2010 roku. Oczekiwalibyśmy spektakularnej przemiany, jednak Bruno, główny bohater, nie ma natury rewolucjonisty i nade wszystko ceni sobie wygodę, stosując strategie ucieczki – między innymi do tytułowego wiwarium. To egzotyczny ogród na mazurskiej wsi, sztuczny twór, który stanowi rodzaj azylu. Dzięki wielowątkowej fabule obrasta też innymi znaczeniami. Nie zdradzam.
  3. „Lincoln w Bardo” Saundersa – podobały mi się fragmenty, ciekawy pomysł na fabułę, przypominającą trochę nasze dziady. Zróżnicowanie języka poszczególnych postaci spowodowało moją zazdrość – „też bym tak chciała”, smutek przenikający duchy, które nie chcą przyjąć do wiadomości prawdy o swej śmierci przypominał mi nas, ludzi uciekających w cynizm czy wyobrażenia, byle tylko nie zmierzyć się z rzeczywistością. Każdy z duchów ma swoją historię, opowiada ją często niepytany. Ta wielość głosów pojawia się też w próbie zrekonstruowania tego, co wydarzyło się w rodzinie Lincolna w związku ze śmiercią jego syna. Jednak muszę się przyznać: to ciekawy eksperyment, ale dosyć nużący.
  4. „Rejwach” Mikołaja Grynberga powinien się pojawić w szkołach: krótkie teksty, wyraziste postaci niepozwalające o sobie zapomnieć, żadnego zbędnego słowa. No i smutek.
  5. Wiersze Małgorzaty Lebdy: pisałam o „Mateczniku”, borykam się z „Granicą lasu” i „Snami uckermärkerów”. Chcę napisać o jej tekstach, więcej, choć kiedyś popełniłam tekst o tym, że nie potrafię pisać o poezji. Pora zmienić zdanie.
  6. Porzuciłam dwie książki: Harariego i „Homo deus” – pomysły ciekawe, ale ten nadmiar słów mnie pokonał; „Następne życie” Atticusa Lisha – dwoje niebanalnych bohaterów: nielegalna imigrantka i żołnierz po misji w Afganistanie, świetny język, a jednak nie dałam rady.

You Might Also Like

Dodaj komentarz