Nowość z księgarskich półek

„Tu byłem. Tony Halik” – śledztwo biograficzne Mirosława Wlekłego

Po przeczytaniu książki Mirosława Wlekłego Tu byłem. Tony Halik cieszę się, że nie będę sławna. Gdybym była taką postacią, być może Wlekły chciałby napisać moją biografię, a wtedy wyśledziłby każdy skrzętnie ukrywany przeze mnie szczegół. Ilość pracy, jaką autor włożył w odkrycie prawdy o Tonym Haliku, jest imponująca. Wielu rozmówców,  odwiedzonych kilka kontynentów, kwerendy w archiwach dają nam  niezwykły wgląd w życie podróżnika i dziennikarza. Mnogość szczegółów niekiedy przytłacza, zwłaszcza czytelnika takiego jak ja, ale staram się w czasie lektury pamiętać, że tę książkę pisze reporter, tym razem występujący w roli osoby próbującej „odkryć prawdę ukrywającą się pod legendą, którą Halik stworzył na swój temat.” Efektem dwuletniej pracy staje się ponad czterysta stron polifonicznej opowieści o człowieku, który przez całe życie skrupulatnie konstruował siebie samego.

Historia zaczyna się od sceny w Panamie, gdy Halik filmuje wystąpienie przywódcy junty wojskowej, który przejmuje władzę w państwie. Halik filmuje tę scenę w kongresie, jest nadaktywny, przeszkadza innym dziennikarzom, aż w końcu spada z parapetu, na który wszedł, by mieć jak najlepsze ujęcie. Ten epizod pokazuje czytelnikowi, kim był bohater biografii Wlekłego: ciekawym świata człowiekiem, który był w stanie zrobić wiele dla doskonałych zdjęć. Nie interesowała go polityka, chciał pokazywać ludzi i zakątki Ziemi, do których inni nie dotarli. Jednak, jak pokazuje książka, jest w biografii Halika niezwykły paradoks – jego niechęć do angażowania się w bieżące spory, dystans wobec polityki był motywowany wydarzeniami z młodości, gdy od wielkiej historii nie dało się zdystansować. Ucieczka od wojskowego epizodu z lat czterdziestych naznaczyła początek jego życia na Zachodzie, a później trudno już było pewne kwestie sprostować. Współpracownik magazynu „Life”, telewizji NBC, autor wielu programów telewizyjnych, człowiek od zadań specjalnych, nieodczuwający lęku, gdy trzeba było filmować dzikie zwierzęta albo protesty społeczne, gdy demonstrantów pacyfikowało wojsko. Tak należy pamiętać Halika, a nie jako młodego chłopaka, którego wcielono do Wehrmachtu.

Zaciekawia mnie w książce Wlekłego jej konstrukcja. Po pierwsze zabawa czasem: po anegdotycznej scenie opisanej w prologu, przenosimy się w lata siedemdziesiąte, gdy Halik poznaje Elżbietę Dzikowską i postanawia zamieszkać w Polsce. Taka decyzja kompozycyjna wydaje się zrozumiała – dla wielu Polaków Tony Halik funkcjonuje nierozerwalnie w duecie z Dzikowską. Ona staje się równoprawną bohaterką opowieści z lat 1974-1998. Autor z niezwykłym taktem pokazuje rozwój ich relacji, korzystając między innymi z listów Halika do ukochanej. Z kolei dzięki listom, jakie widzowie przysyłali po programach Halika i Dzikowskiej, możemy uświadomić sobie, na czym polegał ich fenomen – podróżnicy zaspokajali pragnienia widzów, którzy nie mogli opuścić granic Polski Ludowej. Tę część opowieści zamyka śmierć Halika, a my znów swobodnie przenosimy się w czasie – od lat czterdziestych do siedemdziesiątych, by dowiedzieć się, skąd w Polsce wziął się Tony Halik, który wcześniej był Mieczysławem Sędzimirem. Poznajemy jego burzliwe życie zawodowe i osobiste, by potem czytać o jego dzieciństwie i wczesnej młodości w części trzeciej. Ostatnia część biografii odtwarza losy bohatera w czasie okupacji. Dzięki takiemu skonstruowaniu książki przechodzimy coraz częściej od rzeczy oczywistych, niejednokrotnie eksponowanych do tych, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego, bowiem o doświadczeniach okupacyjnych Halika nie wiedziała nawet Elżbieta Dzikowska. Dla mnie najciekawsze są właśnie części III i IV książki Wlekłego, ponieważ pokazują dramat człowieka wrzuconego w historię, którą zdaje się kierować bezlitosna ironia.

Obok swobodnego korzystania z materii, jaką w opowieści jest czas, autor wykorzystuje w książce elementy graficzne. Nie można stworzyć książki o Tonym Haliku, który przede wszystkim opowiadał za pomocą obrazu, bez wykorzystania fotografii. Strona graficzna książki to jej ogromna zaleta – poznajemy kadry z podróży Halika, bogatą dokumentację jego życia zawodowego i osobistego. Zdjęcia doskonale dopełniają tekst, pokazując człowieka, który kochał fotografię i związał z nią całe swoje zawodowe życie, które rozpoczął, zakładając w roku 1942 zakład fotograficzny w Lubowidzu jako Max Halik.

Polifoniczność opowieści Mirosława Wlekłego polega nie tylko na współistnieniu obrazu i języka. Ważne jest uwzględnianie głosów rozmówców reportera, listów czy nawet notatek funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa próbujących pozyskać Halika do współpracy ze względu na jego międzynarodowe kontakty. Wlekły nie wysuwa siebie na plan pierwszy, nie feruje wyroków, nie ocenia, po prostu odtwarza, próbując zrozumieć. Ta wierność jest tak daleko posunięta, że próbując wyjaśnić motywy wpisania się Halika na volkslistę, cytuje wypowiedź jednego z rozmówców opowiadającego mu w dialekcie mazowieckim o wydarzeniach poprzedzających tę decyzję, o tym, jak „sprzedoł gęsi Halikoju”. To fragment niezwykłej urody w tej książce, podobnie jak zdania o upodobaniu Halika do bursztynowej broszki: „Trudno było zobaczyć Halika bez bursztynowej broszki. Jakby bez niej nie istniał. Broszka była u Halika jak Matka Boska u Wałęsy. Jak tupecik księdza Twardowskiego. Jak żel na włosach Cristiano Ronaldo.”

Wlekły, odtwarzając życie Halika, dotyka również kwestii jego życia prywatnego. Udaje mu się spotkać z synem Halika – Ozaną, niestety, nie zdążył porozmawiać z żoną – Francuzką Pierrette, która pozostała do końca życia w Meksyku po tym, jak Halik związał się z Elżbietą Dzikowską. Reporter nie szuka w relacjach rodziny Halików sensacji, z niezwykłym taktem pokazuje niezwykłość, ale też skomplikowanie relacji w tej nietypowej rodzinie, w której dziecko urodziło się niespodziewanie, w czasie podróży z Argentyny na Alaskę. Dzielenie wspólnych pasji staje się jednak w książce ich znakiem rozpoznawczym bez względu na to, jak ostatecznie ułożyły się ich relacje. Pierrette podróżowała z mężem, z kolei Ozana również pracuje jak ojciec dla telewizji.

Ta książka może spełnić oczekiwania wielu czytelników. Zapalonym podróżnikom pokazuje postać niezwykłego fotografa i filmowca, który był ciekawy świata i nigdy nie ustawał w poszukiwaniach. Dla tych, którzy nie pasjonują się podróżami ( do takich odbiorców należę) książka Wlekłego, będąca ciekawym połączeniem biografii i reportażu, może być historią o człowieku, który całym sobą urzeczywistniał radość z opowiadania, również siebie samego.

You Might Also Like