Nowość z księgarskich półek

Czy Bóg istnieje? Eric-Emmanuel Schmitt „Noc ognia”

Najnowsza książka Erica-Emmanuela Schmitta „Noc ognia” bazuje na opozycjach, na wykorzystaniu tego, co już w literaturze było, by opowiedzieć o doświadczeniu przekraczania siebie, ale także, by zachęcić czytelnika do nowego rodzaju aktywności

Punktem wyjścia tej powieści jest motyw często wykorzystywany w literaturze od czasów starożytnych – figura Heraklesa na rozdrożu. Główny bohater i jednocześnie narrator jest filozofem. Ma dwadzieścia osiem lat i staje przed wyborem dalszej drogi życiowej. Czy zostać naukowcem? A może oddać się pisaniu i tworzeniu? Wyrusza na wyprawę śladami Charlesa de Focaulda, z przyjacielem współscenarzystą i innymi turystami pokonują pustynię, by dotrzeć do miejsc związanych z życiem duchownego i eremity. Podróż przez pustynię, a co za tym idzie, wyjście ze strefy komfortu, jest doskonałą sytuacją do tego, aby przyjrzeć się swojemu życiu.

Ciekawe dla mnie w tej książce jest założenie kompozycyjne wiążące się z wykorzystywaniem opozycji. Pierwszą z nich jest zestawienie rozumu i zmysłów. Narrator jest uważnym obserwatorem codzienności, dokładnie przedstawia egzotyczną rzeczywistość, jakiej doświadcza, podkreślając niejednokrotnie elementy odnoszące się do doświadczenia zmysłowego. To dla niego nowość, ponieważ jako człowiek, który ma za sobą formalną edukację, był poddawany innego rodzaju zabiegom: ” Wyćwiczono moją pamięć, poszerzono wiedzę, wyrobiono u mnie zdolność do analizy i syntezy. Zostawiono natomiast odłogiem fantazję, zapał, wyobraźnię, inwencję, spontaniczność.” Ta opozycja nakłada się na zróżnicowanie geograficzne i mentalne między, skrótowo ujmując, ludźmi Wschodu i Zachodu. Pojawia się, co oczywiste, perspektywa kolonialna, a raczej próba jej przekroczenia. Przykładem takiej postaci jest bohater reportażu, który przybywa do Algierii nie po to, by prowadzić podbój czy katechizację, ale żeby poznać żyjący tutaj lud Tauregów i ich kulturę.

Na kartach książki dokonuje się również spotkanie między islamem a chrześcijaństwem, a także między ateizmem i wiarą. Narrator jest na początku książki ateistą, wspomina swych rodziców, których dzieliła kwestia wiary, prowadzi rozmowy z jedną z uczestniczek wyprawy Segolene – kobieta we współczesnym świecie wydaje się ze swym katolicyzmem, w zlaicyzowanej Francji, nieco anachroniczna. Eric wykorzystujący przede wszystkim rozum w poznaniu rzeczywistości czy w sposobie rozstrzygania sporów, może stwierdzić jedynie, że ma dostęp do wątpienia. Nie łączy rozumu i wiary, pokazując, iż takie zespolenie jest nieuprawomocnione. Zmieni zdanie po samotnie spędzonej na pustyni nocy. Panteistyczna koncepcja, która pojawia się w książce, wydaje się najbezpieczniejsza z punktu widzenia zróżnicowania religijnego, czy duchowego, jakie pojawia się dzisiaj. Nie zdradzę Państwu przebiegu tej „nocy ognia”, wydaje się najsłabszym elementem, ocierającym się o schemat i niestety, kicz.

Odpowiedź dotycząca duchowości, jakiej udziela Schmitt, wybrzmiewa na tle wielkich religii – islamu i chrześcijaństwa. Islam jest intrygujący, pokazany zostaje tutaj na przykładzie przewodnika wyprawy, pochodzącego z koczowniczego ludu. To, co duchowe zostaje sprowadzone do interesującego rytuału i bliskości człowieka ze światem natury, która daje dostęp do pozamaterialnego. Z kolei chrześcijaństwo jawi się jako symbol zacofania, dziwactwa, naiwności.  Dla narratora spotkanie z duchowością i religijnością będzie oznaczało wyjście poza wielkie religie, stanie się otwarciem raczej na wątpliwość, niejednoznaczność i niekiedy dyskomfort. Okaże się dążeniem za tym, co zmysłowe, wymykające się roszczeniom rozumu.

Powiastka Schmitta jest dosyć przewidywalna, oparta na wykorzystywanych już w kulturze motywach, które zostają tu poddane popularyzatorskiej obróbce. Coś innego stanowi o tym, że warto na tę publikację zwrócić uwagę. Gdy odwrócimy książkę, zobaczymy, że wydawca i autor przygotowują tym razem dla nas wyjście ze strefy komfortu. Połowa publikacji to niezadrukowane kartki pozwalające czytelnikowi zamienić się w pisarza, kogoś, kto opowie o swojej „nocy ognia”, czyli wydarzeniu, jakie odmieniło jego życie. To ciekawy pomysł wydawniczy, ale też naoczne wykorzystanie koncepcji literatury pojawiającej się w tekście Schmitta jako opowieści zaświadczonej własnym doświadczeniem, a nie konsekwencji pewnego zamierzenia, artystycznego konceptu czy kreacji.

You Might Also Like